A A A

Algorytmy wiedzą lepiej

Na naszych oczach rodzi się nowa religia: dataizm. Pokłony bijemy danym. Katarzyna Bielińska

Dataizm - nowa religia
źródło: Adobe Stock


Słuchaj siebie i głosu swojego serca – radzą adepci tzw. rozwoju osobistego. – Zapomnij o słuchaniu siebie! – przekonuje historyk Yuval Noah Harari – W dobie danych to algorytmy mają odpowiedź. Na wszystko.

Przez tysiące lat ludzie wierzyli, że władza pochodzi od bogów. Humanizm, który nastąpił w epoce nowożytnej, stopniowo przeniósł perspektywę patrzenia z bóstw na ludzi. Jean-Jacques Rousseau w swoim osiemnastowiecznym dziele „Emil, czyli o wychowaniu (oryg. fr. Émile, ou De l'éducation) podsumował tę rewolucję tak: (…) to, co czuję, że jest dobre, jest dobre, to, co czuję, że jest złe, jest złe”. Myśliciele humanistyczni przekonali nas, że nasze własne uczucia i pragnienia są ostatecznym źródłem sensu, a nasza wolna wola jest najwyższą wartością ze wszystkich. Dziś ma miejsce nowa rewolucja, która przynosi potężne zmiany kulturowe, socjologiczne i filozoficzne: pokłonów nie bijemy już bogom ani sobie. Kłaniamy się danym. Guru high-techu i prorocy z Doliny Krzemowej opracowali nową uniwersalną narrację, która legitymizuje autorytet informacji i algorytmów.

Technokratyczna ideologia leżąca u podstaw naszej obecnej obsesji na punkcie big data ma swoją nazwę: dataizm. Termin ten po raz pierwszy pojawił się w 1990 roku w eseju amerykańskiego artysty Toma DeWitta Ditto w katalogu z wystawy SIGGRAPH 89 – w kontekście sztuki komputerowej. Jednak pierwsze użycie pojęcia „dataizm” w odniesieniu do nowej teorii naukowej przypisuje się Davidowi Brooksowi, komentatorowi politycznemu i kulturalnemu „The New York Timesa”. W 2013 r. w felietonie pt. „The Philosophy of Data” Brooks napisał: „(…) gdybyście zapytali mnie o rodzącą się filozofię, odpowiedziałbym: data-izm”. Nowy system został dogłębnie zbadany i spopularyzowany przez izraelskiego historyka, Yuvala Noaha Harariego. Nieznany szerzej naukowiec, specjalizujący się w tematach związanych ze średniowieczem, wypłynął na medialne wody po wydaniu swojej pierwszej książki „Sapiens: od zwierząt do bogów”. W swoim kolejnym bestsellerze „Homo deus: krótka historia jutra” z 2016 r. profesor opisał dataizm jako nową formę religii, która celebruje rosnące znaczenie big data. Według Harariego humanizm został wyparty przez przekonanie, że wszechświat składa się z przepływów danych, a wartość każdego bytu lub zjawiska jest określona przez swój wkład w przetwarzanie danych.


źródło: Adobe Stock

Internet rzeczy i danych

Jesteś tyle wart, ile dane, które produkujesz, konsumujesz, przetwarzasz? Cóż, teoria cokolwiek ciekawa i pod pewnymi względami trudno odmówić racji Izraelczykowi. Komputery, kamery, smartfony, tablety, cyfrowe aparaty fotograficzne i wszelkiego rodzaju galanteria elektroniczna (ang. wearables), podłączone do globalnej sieci generują ogromne ilości danych. Każdego dnia przyswajamy terabajty informacji za pośrednictwem e-maili, rozmów telefonicznych, postów w serwisach społecznościowych oraz internetowych artykułów po to, by następnie wysłać w obieg nowe porcje informacji za pomocą jeszcze większej liczby e-maili, połączeń telefonicznych, postów w mediach społecznościowych oraz artykułów.
Wyprodukowane przez Ciebie dane łączą się z danymi wpuszczonymi w obieg przez miliardy innych osób i komputerów w najróżniejszych konfiguracjach. Tylko – jaki to ma sens? Po co to wszystko? Czemu to służy? Nawet nie masz czasu, aby zastanowić się nad tymi pytaniami, bo tak jesteś zajęty odpowiadaniem na e-maile (posty etc.) i hołdowaniem nowej życiowej zasadzie: „Jeśli czegoś doświadczasz — nagraj to. Jeśli coś nagrywasz — prześlij to dalej. Jeśli coś dostaniesz — udostępnij to”.
Do tego nieustannego przepływu danych, którego nikt nie planuje, nie kontroluje ani nie rozumie, dochodzi jeszcze internet przedmiotów (ang. Internet of Things, IoT), który w coraz większym stopniu staje się naszą codziennością.


źródło: Adobe Stock


Na świecie współpracuje ze sobą ponad 20 miliardów urządzeń (lodówek sprawdzających stan swego zaopatrzenia, inteligentnych telewizorów, głośników, z którymi prowadzimy dialog, jakkolwiek ekscentrycznie by to nie zabrzmiało, pralkami, którymi można zdalnie sterować za pomocą smartfonu, inteligentnych żarówek, czujników wykrywających smog etc.). Urządzenia te mogą się łączyć z internetem i ze sobą nawzajem na kilka różnych sposobów (za pomocą Wi-Fi, Ethernetu, Bluetooth i protokołu transmisji danych w sieciach bezprzewodowych Zigbee) i przesyłać różnego rodzaju dane. W przypadku IoT już nie tylko my komunikujemy się z różnego rodzaju urządzeniami w naszym domu i poza nim, ale one również komunikują się ze sobą nawzajem, aby uzyskiwać dodatkowe informacje oraz oferować jeszcze bardziej funkcjonalną i intuicyjną obsługę. Przepływ danych jest niewyobrażalny i bezustanny.

Algorytm prawdę powie

Jeśli jeszcze masz wątpliwości, czy ty też oddajesz pokłony nowemu bogu – danym – przypomnij sobie, ile aplikacji dziś udało ci się uruchomić? Do zamówienia obiadu, pogawędki ze znajomymi czy spotkania ze współpracownikami, gry np. w kulki, zrobienia przelewu w banku czy sprawdzenia pogody przed wyjściem z domu. Apki fenomenalnie ułatwiają nam życie, a cena jaką płacimy za ten komfort – to tylko jeden malutki „check” w kratce z napisem „zgoda” podczas instalacji oprogramowania. Jednak zgoda na gromadzenie i przetwarzanie danych, nie tylko przez twórców aplikacji, ale również ich niezliczonych partnerów, wbrew pozorom kosztuje drogo – ceną jest utrata prywatności. Za pośrednictwem apek, smartwatchy, opasek czy inteligentnych T-shirtów lub skarpetek przekazujemy wielkim firmom ponad 100 różnego rodzaju parametrów biometrycznych – informacje o pracy naszego serca, mózgu, mięśni, płuc, a także obciążeniu stresem czy metabolizmie. Co mają z tego korporacje? To proste. Dane te mogą zdecydować o tym, czy dostaniesz ubezpieczenie, kredyt czy wymarzoną pracę. Co z tego mamy my? Możemy dowiedzieć się o naszym zdrowiu więcej niż wiemy. Tak – to zakrawa na smutny paradoks: decyzje dotyczące zdrowia opieramy nie na własnym samopoczuciu, ale na obliczeniach algorytmów, które znają nas coraz lepiej, a już na pewno lepiej niż my sami. Bo to właśnie na podstawie terabajtów danych osób takich jak my – ochoczo przekazujących smartfonom i aplikacjom informacje dane o sobie – algorytmy mogą z dużym prawdopodobieństwem określić nasz stan zdrowia. Albo nawet przewidzieć, jakie jest prawdopodobieństwo, że w najbliższym czasie zachorujemy. Harari przywołuje nieco przerażający przykładem tego zjawiska: przypadek aktorki Angeliny Jolie, która w 2013 roku wykonała test genetyczny związany z niebezpieczną mutacją genu BRCA1, po którym poddała się podwójnej mastektomii. Według statystycznych baz danych kobiety z tą mutacją mają 87% prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi. Chociaż w tym czasie aktorka nie miała raka, postanowiła zawierzyć algorytmom, wedle których jej DNA tykało bomba zegarowa. David Brooks twierdził, że według dataizmu „dane są przejrzystą i wiarygodną soczewką”, pozwalającą nam „filtrować” rzeczywistość i umożliwiającą dzięki temu przepowiadanie przyszłości. Jak widać, niektórzy traktują to sztuczne oko bardzo dosłownie.

Książka czyta nas

Wyznawcy dataizmu twierdzą, że wszechświat jest przepływem danych z jednej formy do drugiej (podobnie jak prawo zachowania energii), a nasze organizmy to nic innego jak manifestowane przez ciało i krew algorytmy biochemiczne. Władza algorytmów, tak oczywista w dziedzinie medycyny, przejawia się również w innych obszarach.
Kiedyś, gdy kupowałam książki w realu, potrafiłam spędzić w księgarni mnóstwo czasu, wędrując między regałami oraz stolikami i podczytując po kilka zdań to z jednej, to z dziesiątej pozycji. Wybierałam tę, która się do mnie tego dnia, w takim moim nastroju i przy takiej pogodzie – uśmiechnęła. Dziś kupuję książki głównie w necie. No cóż – jest taniej, a wybór nieograniczony. Podszepty intuicji zamieniłam na napędzane algorytmami reklamy. Algorytmy na podstawie cyfrowego śladu, jaki zostawiam w sieci, m.in. informacji o tym, jakie książki kupiłam w przeszłości, jakie strony odwiedzam i jakie filmy na YouTubie oglądam, w każdej sekundzie precyzyjnie lepią mój reklamowy profil, a następnie kuszą takimi a nie innymi tytułami.
Izraelski historyk wspomina o Kindle’ach Amazona, które są w stanie stale zbierać dane o swoich użytkownikach podczas czytania książek. Twój czytnik może monitorować, które fragmenty książki czytasz szybko, a które rozdziały ci się ślimaczą; na której stronie zrobiłeś sobie przerwę na papierosa i na którym zdaniu zamknąłeś książkę i nigdy już do niej nie wróciłeś. Gdyby Amazon chciał pójść o krok dalej i wzbogacić swojego Kindle’a o oprogramowanie do rozpoznawania twarzy i czujniki biometryczne, wiedziałby, jak każde czytane zdanie wpływa na twoje tętno i ciśnienie krwi, wiedziałby, co cię rozśmieszyło, a co zirytowało. Innymi słowy – wiedziałby o tobie wszystko i czytał w tobie jak w otwartej księdze. I to nie ty czytałbyś książkę, ale raczej książka czytałaby ciebie. Dla niektórych to wizja cokolwiek przerażająca. Dla dataistów – raj.


źródło: Adobe Stock

Zhakowani

Zdaniem dataistów technika będzie nieustannie zmieniać nasze ciała. Wspólne wysiłki specjalistów bioinżynierii, nanotechnologii, elektroniki, neuronauki, bioprodukcji i inżynierii genetycznej pozwalają na odtwarzanie bionicznych zmysłów: sztucznych oczu 3D widzących w ciemności i do tego lepiej niż prawdziwe, czującej dotyk skóry w protezach rąk czy nóg, elektronicznych nosów czy takich wynalazków jak Hypertaste – opracowany przez IBM, sterowany sztuczną inteligencją elektroniczny język, który potrafi w czasie krótszym niż minuta przeanalizować skład dowolnej cieczy. Chipy wszczepiane do organizmu, które podłączają nas do komputerów, to już nie tylko śmiała wizja z filmów science fiction, ale coś, co dzieje się tu (czy też raczej w laboratoriach z logo Elona Muska i jemu podobnych innowatorów) i teraz. To wszystko jest możliwe dzięki algorytmom, karmionych danymi. Naszymi danymi. Pytanie o to, czy świat możliwości, który się przed nami otwiera, jest fascynujący czy raczej przerażający? Doświadczenie mówi, że dane można łatwo zhakować. Z kont na Facebooku, z policyjnych serwerów, z chmury…Czy to znaczy, że w przyszłości można będzie również zhakować nas samych?

Bibliografia

Tim Adams, Homo Deus: A Brief History of Tomorrow by Yuval Noah Harari review – chilling, serwis internetowy magazynu „The Guardian”, [dostęp: 20.08.2021]

Yuval Noah Harari, Yuval Noah Harari on big data, Google and the end of free will, serwis internetowy magazynu „Financial Times”, [dostęp: 20.08.2021]

Reuben Rapose, How Dataism is Revolutionizing the Idea of the Individual (No Fluff), serwis Towardsdatascience.com, [dostęp: 20.08.2021]

Yuval Noah Harari, Homo sapiens is an obsolete algorithm, Yuval Noah Harari on how data could eat the world, serwis internetowy magazynu „The Wired”, [dostęp: 20.08.2021]

Adam Chabiński, Poddani danych, zin „Dom Wariatów”, OKSiR w Świeciu 2021

Marcin Jaskólski, Co to jest Internet Rzeczy (IoT)?, serwis Benchmark.pl, [dostęp: 20.08.2021]


Tagi: technologie
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Artykuły z wydań

  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010
  • 2009
  • 2008
  • 2007
Zawartość aktualnego numeru

aktualny numer powiększ okładkę Wybrane artykuły z PC Format 6/2021
Przejdź do innych artykułów
płyta powiększ płytę
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto