A A A

20 lat z InDesignem

1 września 2019, 12:40 | Czytany 93
Dwadzieścia lat temu ukazał się program do projektowania, składu i łamania – Adobe InDesign 1.0. Importował pliki QuarkXPressa i Worda. Natywnie obsługiwał dokumenty PSD, a także warstwy.
20 lat z InDesignem

Był wtorek, 31 sierpnia 1999 roku. Królowały modemy 56k, służące do wdzwanianego dostępu do internetu; wszędzie straszono pluskwą milenijną (millenium bug), za której sprawą miały zrealizować się najczarniejsze scenariusze upadku cyfrowo-komputerowego świata. A tymczasem koncern Adobe właśnie obwieścił narodziny InDesigna.

Początek obecnego standardu, jeśli chodzi o programy do składu i łamania miał miejsce kilka lat wcześniej – bo w 1994 roku. Wtedy to dynamicznie rozwijająca się kalifornijska firma Adobe kupiła spółkę Aldus – twórcę ówcześnie znanych i popularnych narzędzi PageMaker i FreeHand. W połowie lat 90. ubiegłego wieku na (wyposażonych głównie w Maki) stanowiskach małej poligrafii – jak ówcześnie nazywano dtp – niepodzielnie królował QuarkXPress. Dziś już pewnie niewielu Czytelników pamięta ten program… Na pewno nie zapomnieli o nim panowie z Adobe, którzy wtedy postanowili, że powalczą o swój kawałek tortu. Zawojowawszy Photoshopem rynek programów do edycji grafiki bitmapowej rozpoczęli prace nad zupełnie nowym projektem, który otrzymał przydomek najwyższego szczytu Karakorum.

Jak wiele innych, tak i edycje tego programu otrzymywały rozmaite nazwy kodowe. I tak wydanie 1.0 ochrzczono wiadomym już mianem K2, później kontynuowano modę na himalaizm (Sherpa – 1.5, Annapurna – 2.0), która ustąpiła trendom rodem z krainy fantasy (Dragontail – CS, Firedrake – CS2). Dalej była już tylko zbieranina (Basil, Cobalt, Rocket, Odin, Athos, Citius i Sirius), która zakończyła się w momencie wydania CC – w 2014 roku. Gdzieś po drodze aplikacja dorobiła się też (i całkiem słusznie) pseudonimu – „zabójca Quarka”.

Kolejną indesignową ciekawostką są… motylki. Gdy prześledzić ekrany powitalne (splash screeny) kolejnych wydań tego kanonicznego już programu, to okaże się, że owady te patronowały InDesignowi od samego początku aż do CS2 włącznie (2005 r.). Choć w sumie niezupełnie. W kolejnej edycji (CS3) programiści bowiem ukryli motylki w easter eggu – aby go zobaczyć wystarczyło w wersji windowsowej „indyka” kliknąć menu Help (na Maku – About) i napisać słowo „butterfly”. Po wykonaniu tej operacji wyświetlał się kiczowaty obrazek przedstawiający kwietną łąkę z motylkami na tle ośnieżonego pasma górskiego.

Pierwsza obszerniejsza informacja dotycząca nowego narzędzia ukazała się 1 września 1998 roku, kiedy to podczas konferencji Seybold w San Francisco szef Apple’a, Steve Jobs, zaanonsował aplikację ukrywającą się pod kryptonimem K2. Drugi raz demo InDesigna pokazano pół roku później – w czasie seminarium Seybold w Bostonie. Tak rozpoczęła się kariera programu, bez którego graficy i layouterzy dziś nie wyobrażają sobie życia.

Nie jestem, co prawda, detepowcem i szczerze kochałem Quarka, ale bez InDesigna ani rusz...

fot. Adobe


Tagi:
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto