A A A

Chłopie, od miesięcy żyję na krawędzi!

19 stycznia 2020, 08:10 | Czytany 328
Skrócona historia Edge'a, czyli groźba trzeciej wojny przeglądarek.
Chłopie, od miesięcy żyję na krawędzi!

Kilka dni temu zadzwonił do mnie przyjaciel. Rzadko rozmawiamy o „tych sprawach”, ale czasem się zdarza. Wiem, że Jacek ma kilku kumpli, którzy na zagadnieniach IT (programowanie, kryptografia) znają się jak mało kto i z tego świetnie żyją. Trochę się więc zdziwiłem, że mnie zapytał: „A ty masz może Edge’a?” „Bo nie wiem, czy zainstalować…” I w tym momencie rozpocząłem swoją perorę, w której przez kilka minut piałem z zachwytu na cześć najnowszej przeglądarki Microsoftu.


Nigdy bym siebie o to nie posądził, gdyż praktycznie od początków Explorera byłem przeciwnikiem tego kompletnego niewypału firmy z Redmond. W praczasach internetu korzystałem z przeglądarki Mosaic, która z biegiem czasu ustąpiła miejsca Netscape Navigatorowi i microsoftowemu Internet Explorerowi. Chwilę później – mniej więcej w połowie lat 90. rozpoczęła się pierwsza wojna przeglądarek, z czasów której pamiętam anegdotę. Suresh, znajomy Hindus, pracujący dla Netscape’a opowiadał, jak z kolegami z pracy wybrali się na wyjazd integracyjny terenówkami po amerykańskich bezdrożach. Pracownicy rzeczonej firmy przybyli na umówione miejsce, podzielili się na małe grupki. Kiedy zaczęli pakować się do SUV-ów, okazało się, że wszystkie wypożyczone samochody to fordy explorery. Gremialnie odmówili uczestnictwa, żartując, że to prowokacja Microsoftu. Nie wiem, czy przesiedli się do lincolnów navigatorów, czy nie. Mniejsza o to.


Niecałą dekadę od rozpoczęcia pierwszej wojny, rozpoczęła się druga odsłona przeglądarkowych starć, za których koniec przyjmuje się rok 2017. W tym czasie pojawiła się wielka trójka nowych graczy Google Chrome, Mozilla Firefox i Opera. W 2008 roku, kiedy narodził się Chrome ok. 70 proc. internautów korzystało z browsera Microsoftu, jedna czwarta z pandki rudej (omyłkowo nazwanej „ognistym lisem”), kilka procent użytkowników przeczesywało zasoby sieci za pomocą Opery. Po 11 latach Chrome i Explorer zamieniły się udziałami, popularność aplikacji Mozilli spadła o połowę, Opera nie drgnęła. Pojawił się za to całkowicie zmieniony Edge, który bazuje teraz na otwartoźródłowym silniku Chromium. Wieść o pracach nad nową przeglądarką Microsoftu gruchnęła bodaj pod koniec 2018 roku. Pomyślałem wtedy, że producentowi Windows będzie ciężko zaistnieć na rynku przeglądarek. No chyba, że weźmie go szturmem (czyżby początek trzeciej wojny browserów).


Jako że od pewnego czasu koncern prowadzony ręką Satyi Nadelli wzbudza we mnie zaufanie, postanowiłem więc dać sobie i nowemu Edge’owi szansę. Jeszcze w połowie 2019 roku zainstalowałem go z kanału Canary i w miarę regularnie testowałem. Od początku jestem wręcz oczarowany szybkością działania tej przeglądarki, a teraz jej stabilnością. Nie mówię już o mnóstwie „chromowanych” wtyczek i dodatków, które pasują do Edge’a. Już wiecie, dlatego Jackowi na koniec rozmowy powiedziałem: „Chłopie, od miesięcy żyję na krawędzi!”

fot. Pixabay


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto