A A A

Fryzjer z Wałbrzycha

14 czerwca 2020, 08:00 | Czytany 88
Niczym bumerang powraca kwestia dodatkowych opłat za elektronikę użytkową, tak jak to miało miejsce kilkanaście lat temu w przypadku m.in. nośników danych.
Fryzjer z Wałbrzycha

Kilka tygodni temu na salony (nie tylko tam) wrócił temat opłaty reprograficznej, którą tym razem mają zostać obłożone m.in. smartfony, tablety, notebooki czy telewizory. Słowem urządzenia, za pomocą których można odtwarzać muzykę, filmy, czyli – ogólnie mówiąc – wyświetlać treści, do których ich twórcom przysługują prawa autorskie.


Przypomnijmy, że takowe opłaty już od dawna pobiera się nad Wisłą i dotyczą one urządzeń i nośników służących do kopiowania utworów na własny użytek przez zwykłych userów. I tak w tej kategorii mieści się zarówno papier do drukarek, nośniki CD/DVD/Blu-ray, jak i pendrive'y, dyski twarde i drukarki. W zamyśle organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, do których należy ZAiKS taksa ta ma być „godziwą rekompensatą" strat ponoszonych przez twórców za to, że mamy prawo skopiować sobie film czy płytę na pena, dysk czy macierz (dozwolony użytek).


Słucham mnóstwo muzyki z różnych źródeł. Podstawowym jest witrynka z paroma setkami CD-ków i komoda z podobną liczbą winyli. Gdy męczy mnie żonglerka krążkami małymi i dużymi, słucham jednej z usług strumieniowania „muzy" w wersji premium. Ponadto, jeśli coś mi wpadnie w ucho, to kupuję fizyczny nośnik, bo wiem, że kasa, która spływa dla wykonawców z platform cyfrowych jest żenująco niewielka. Po zakupie płyty dość często przerzucam ją do FLAC-a lub MP3 i kopiuję na laptop bądź smartfon. Co więcej, w miarę często bywam na rozmaitych koncertach. Uczciwie więc płacę artystom różnymi kanałami za dobra przez nich wytworzone i nie widzę podstaw do tego, abym miał płacić dodatkowo. Bo, nie łudźmy się, że owa kilkuprocentowa podwyżka, którą proponuje resort kultury dotknie producentów i sprzedawców. Ostateczny koszt (w pobieżnych szacunkach mówi się, że miliard złotych) spadnie na nas, konsumentów. To jasne jak słońce.


Co ciekawe, przeciwne temu pomysłowi jest ministerstwo cyfryzacji. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (OZZ), które „niestrudzenie walczą o dobro artystów" (to niczyj cytat – to ironia) i do których należy m.in. ZAiKS, pobierają ogromne pieniądze za obsługę inkasa, bo niemal 20 proc. (tak przynajmniej wynika z raportu ekspertów z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego). Jak podliczyli kilka lat temu fachowcy z rzeczonego Klubu największa OZZ, czyli ZAiKS, „w 2015 r. na 460 etatów wydatkował 50 mln zł".


I ostatni kamyczek do ZAiKS-owego ogródka... Pamiętacie jak sześć lat temu stowarzyszenie zażądało się niespełna tysiąca złotych tantiem od fryzjera z Wałbrzycha, w którego zakładzie grał radioodbiornik? Dzielny rzemieślnik twierdził, że muzyka jest dla niego, a nie dla klientów zakładu, którym przed strzyżeniem rozdawał zatyczki do uszu. Koniec końców Wrocławski Sąd Apelacyjny oddalił roszczenie ZAiKS-u. Po rozprawie hardy fryzjer bezceremonialnie stwierdził: „Ogoliłem ZAiKS, choć ten chciał ogolić mnie." Jestem daleki od populizmu, ale zachęcam do tego, abyśmy poszli drogą Marcina Węgrzynowskiego.

fot. 123RF


Tagi:
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto