A A A

Indeks dla wszystkich!

20 lipca 2019, 17:00 | Czytany 104
Co by było, gdyby Google upublicznił swój indeks stron internetowych?
Indeks dla wszystkich!

Ostatnio na łamach Bloomberg Businessweek ukazał się interesujący tekst „Przełamać monopol Google'a na wyszukiwanie – upublicznić jego indeks". Autorem tego niejako apelu jest Robert Epstein, były redaktor naczelny czasopisma Psychology Today, naukowiec w Amerykańskim Instytucie Badań Behawioralnych i Technologii, autor kilkunastu książek i wielu setek artykułów na temat sztucznej inteligencji.

W materiale poświęconym głównie Google'owi (ale też Facebookowi) badacz unaocznia zagrożenia wynikające z panoszących się monopoli, które w ogromnym stopniu wpływają na nasze (nie tylko) cyfrowe życie. Ekspracownicy obydwu koncernów – jak twierdzi autor – sami są zdania, że ich byłe firmy „niszczą tkankę społeczną" i „uprowadzają umysły". I nie sposób odmówić racji ani rozmówcom Epsteina, ani jemu samemu. Jeden i drugi gigant niemal bezkarnie prowadzi „agresywny nadzór, cenzuruje treści i subtelnie manipuluje sposobem myślenia i zachowaniem ponad 2,5 miliarda ludzi", pisze Epstein. Napisałem „niemal" dlatego, że od 2017 obydwie firmy są na cenzurowanym Unii Europejskiej, która nałożyła na internetowe molochy kary w łącznej wysokości 8 miliardów dolarów.

Naukowiec ani nie postuluje rozmontowania Google'a na dziesiątki małych wyszukiwarek, które zwracałyby gorsze wyniki, ani unicestwienia Facebooka, co położyłoby się cieniem na milionach relacji międzyludzkich. Nic z tych rzeczy. Propozycja autora artykułu dotyczy koncernu z Mountain View i jest tyle szokująca, co genialna. Od sześciu lat prowadzący badania i wnikliwie przyglądający się projektom Google'a Epstein sugeruje likwidację rzeczonego monopolu. Jakże bowiem inaczej nazwać sytuację, w której 92 proc. wyszukiwań obsługuje jeden usługodawca? W tym miejscu warto przypomnieć, że drugą lokatę zajmuje Bing Microsoftu z wynikiem 2,5 proc.

Pomysł jest następujący: upublicznić indeks wyszukiwarki. Taki krok nie dość, że nie spowodowałby upadku giganta, to jeszcze przyczyniłby się do decentralizacji światowego spisu stron internetowych, który w XXI wieku wydaje się takim samym globalnym dobrem jak woda, powietrze czy energia elektryczna. Decyzję o podobnym charakterze (nieodpłatne podzielenie się patentami z konkurencją) na gigancie Bell System, w skład którego wchodziły uzupełniające się korporacje AT&T, Bell Laboratories i Western Electric wymógł amerykański sąd w 1956 roku. Tak właśnie mógłby w momencie swojego największego rozkwitu postąpić Google. Okazałby się rozumnym i wielkodusznym siecioimperium.

Wtedy bardzo szybko pojawiłby się rój platform wyszukiwania: dobre, średnie i takie sobie. Wiele ukierunkowałyby się na profil swoich odbiorców – i tak powstałaby wyszukiwarka dla konstruktorów-elektroników Raspberry Pi, dla kobiet, dla wegan, dla miłośników wędzonki i kiszonej kapusty. Niektóre okazałyby się bardzo przydatne, a inne absurdalne.

Nie czekając jednak na ten gest, przesiadam się na startpage.com, której twórcy uważają, że jest to „najbardziej prywatna wyszukiwarka na świecie". W to mi graj! Dość dominacji Google'a, który podsłuchuje, śledzi i bez skrupułów kupczy danymi! Moimi też.

 


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto