A A A

Kim też chce zagrać

27 grudnia 2014, 14:20 | Czytany 242
Zła karma, pech, lub ludzka złośliwość nie opuszcza koncernu Sony. Po olbrzymim włamaniu, brutalna rzeczywistość dała o sobie znać kolejny raz i wyłączyła sieciowe usługi Playstation i Xboxa. W święta.
Kim też chce zagrać

O tym, że korporacja Sony nie cieszy się popularnością, a także o tym, że w jej szeregach nie dzieje się zbyt dobrze mogliśmy przekonać się przy okazji ostatniego włamu. Co prawda wszytko wskazuje, na to, że za atakiem stali hakerzy północnokoreańscy, których zadaniem było ukaranie firmy za wyprodukowanie bluźnierczego ich zdaniem filmu (Interview) o ich przywódcy, dzięki któremu każdego dnia wschodzi słońce, dojrzewają zboża itp, itd.

Włam pokazał jednak, że w korporacji panuje bałagan i kluczowe dane praktycznie wcale nie są chronione. Przed nami więc kilka miesięcy stopniowego uwalniania przez hakerów różnych ciekawych dokumentów na temat Sony. Dodatkowo, okazało się, że firma nie ma jaj i oficjalnie wycofała się z dystrybucji filmu, bojąc się pogróżek ze strony cyberterrorystów. Co prawda wiele osób twierdzi, że to właśnie Sony stoi za cichym wpuszczeniem tego filmu do sieci, ale dowodów na to, że było to celowe działanie nie ma.

Z drugiej strony pojawiają się nieśmiałe głosy, że cała ta akcja to zaplanowana z góry operacja marketingowa nowego filmu, którego bez takiego zamieszania nikt by nie obejrzał, bo sam film, co tu kryć, do wybitnych nie należy. Jednak taka akcja, mimo oczywistego wzrostu zainteresowania filmem, przyniosłaby Sony zbyt dużą stratę wizerunkową, aby ktoś realnie chciał ją przeprowadzić.

I w tym momencie pojawia się ciekawe pytanie - czy można wizerunkowo zyskać na awarii usług? Wszystko bowiem wskazuje, że co nieco tak.

Otóż tuż przed świętami przestała działać sieć PlayStation Network i Xbox Live. Kolejna, może nie wpadka, co złośliwość losu wobec Sony. Tym razem nie było to jednak atak na Sony, lecz w ogóle na konsolowe usługi sieciowe - identyczny problem miał bowiem też Microsoft. Do ataku, przeprowadzonego w klasyczny sposób, przy wykorzystaniu metody DDoS (czyli "zapchaniu" serwerów usługodawcy), przyznała się grupa Lizard Squad, która już na początku grudnia zapowiadała taką akcję. Co ciekawe oprócz Microsoftu i Sony z Lizardami walczy też inna grupa hakerów - Finest Squad. Wszystko bowiem wskazuje na to , że nawet w środowisku hakerskim Lizardzi nie mają dobrego PR-u

O co chodzi Lizard Squad? Jakie są ich żądania? Wygląda na to, że jedynym sensownym celem ich działania jest zwrócenie na siebie uwagi. Tak czy inaczej popełnili błąd strategiczny. Zazwyczaj scenariusz takiej akcji wygląda tak, że dobrzy i prospołecznie hakerzy atakują złą korporację, która niszczy Ziemię, nasze życie, lub robi cokolwiek innego. Społeczeństwo w takich przypadkach sympatyzuje z dzielnymi bojownikami. Niektórzy twierdzą, że ich działania są słuszne, a reszta w zasadzie nie dba o to, bo w żaden sposób ich to personalnie nie krzywdzi a duża korporacja i tak ma środki na zreperowanie ewentualnych szkód, więc nikt ich nie żałuje.

Ale nie tym razem. Mamy bowiem święta, dużo ludzi korzystając z wolnego czasu chce pograć. Zwłaszcza ci, co właśnie na gwiazdkę sprawili sobie nowe konsole. A tu nic z tego, sieci nie działają. Bo źli hakerzy je zepsuli w sposób praktycznie namacalny zabierając coś zwykłemu Kowalskiemu. W takiej sytuacji ów Kowalski ma konkretny powód, aby nienawidzić hakerów i kibicować Sony, oraz Microsoftowi w walce z nimi. Im szybciej firmy te zwalczą hakerski atak, tym szybciej ów Kowalski będzie mógł zagrać.

Kolejny błąd strategiczny jaki popełnili Lizardzi to po serii nieistotnych żądań, pokazanie,  że chodzi im wyłącznie o pieniądze. Co prawda później padły z ich strony twierdzenia, że choć początkowo robili to dla zabawy (taki argument dodatkowo rozsierdzi użytkowników pozbawionych dostępu do usług), to potem chcieli zmusić Microsoft i Sony do poprawy zabezpieczeń tych usług. Jednak w kontekście wysunięcia żądań finansowych te zapewnienia brzmią mało autentycznie.

I tu nastąpiło coś dziwnego - otóż żądanie finansowe zostało wystosowane nie do Sony i Microsoftu, lecz do akcji włączono de facto osobą całkowicie postronną Kima Dotcoma (twórcę słynnego MegaUpload, a poźniej Mega). Grupa Lizards zażądała od Kima 3000 voucherów zapewniających dostęp do usług typu premium, w zamian za zaprzestanie ataków. Co ciekawe Kim przystał na propozycję, bo prawdopodobnie koszt tylu voucherów jest dla niego mało istotny w porównaniu z brakiem możliwości gry. W ten sposób w świat poszedł następujący przekaz: hakerzy są źli (co akurat w wypadku grupi Lizards jest prawdą - apelują do nich nawet członkowie Anonymous o zaprzestanie ataków na sieć TOR), biedne Sony dzielnie walczy z niedobrymi hakerami, ale i tak całą sprawę załatwił Kim, bo akurat miał ochotę zagrać. Z punktu widzenia public relations, hakerzy schrzanili sprawę, Sony na tej awarii paradoksalnie zyskało nieco sympatii, a Kim Dotcom niespodziewanie otrzymał szansę na kupienie sobie odrobiny popularności i sympatii, co skrzętnie wykorzystał.


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto