A A A

Wybierz mnie! Wybierz mnie!

19 listopada 2014, 16:10 | Czytany 224
Tegoroczne, w zasadzie jeszcze nie zakończone, wybory do samorządów okazały się po prostu tragedią, czarna komedią, horrorem, określenie można sobie wybrać wedle upodobań. Rzecz jasna nie mam na myśli tego jaka partia wygrała. Istotne jest to kto, jak i czym liczył wyniki. Taki blamaż na wszystkich frontach po prostu nie miał prawa się zdarzyć. A jednak..
Wybierz mnie! Wybierz mnie!

Teoretycznie obliczenie wyników wyborów na piechotę jest jak najbardziej realne. W końcu kilkuosobowa komisja liczy wyniki jednego, nie tak wielkiego okręgu - ma do przekartkowania nie więcej niż kilkanaście tysięcy kart. Wyniki spisywane w formularzach można zawieść do komisji centralnej lub podyktować telefonicznie (choć tu już w grę wchodzi odrobina techniki). Będzie to trwało dwa, trzy dni, ale jest jak najbardziej wykonalne bez konieczności stawania na głowie i wykonywania nadludzkich operacji. Jednak nie, teraz mamy komputery, które mają ułatwić proces przesyłania danych.

Kiedyś, jak wszystko robiono ręcznie, trzeba było znać się na swojej pracy. Teraz, gdy mamy komputery praca jest łatwiejsza, bo wszystko robi komputer, więc już na niczym nie trzeba się znać. Całkowicie legalnie można wyłączyć myślenie. I nasze wybory pokazały, że wyszło to znakomicie.

Co poszło nie tak? Najpierw zawinił wadliwy system zamówień publicznych i w efekcie do przetargu stanęła jedna gotowa popełnić samobójstwo firma. Zobowiązała się ona do stworzenia i wdrożenia systemu nadzorującego zliczanie głosów w ciągu 3 miesięcy. Tymczasem samo testowanie gotowego systemu powinno tyle trwać.

To, co powstało trudno nazwać systemem. Stworzony przez studentów program zawiera praktycznie wszystkie szkolne błędy, a co gorsza ma znikome lub wręcz żadne wewnętrzne zabezpieczenia, które stosowane są w celu uniknięcia sytuacji w której ktoś nieuprawniony podpina się do systemu i zaczyna udawać jeden z jego elementów. Niestety jeżeli kryterium wyboru oferty jest przede wszystkim cena, trudno się spodziewać, że zgłosi się producent maybacha gdy oferuje się pieniądze wystarczające na malucha.

W sumie trudno mieć też mieć pretensje do studentów - kazano im zrobić niemożliwe - starali się jak mogli. Wina leży po stronie pracodawcy, który zamiast dobrego i sprawdzonego wybiera najtańszego pracownika.

Dalej - przed wyborami w sieci dostępny był serwer deweloperski, na którym szkolono pracowników komisji wyborczych. Co gorsza publicznie dostępne były wersje instalacyjne oprogramowania dla Okręgowych Komisji Wyborczych razem z ich instrukcją obsługi, dzięki której każdy może próbować zrozumieć zasadę działania kalkulatora stosowanego do obliczania głosów.  O ile to, samo w sobie, nie jest tragedią, bo jedynie ułatwia osobom postronnym zrozumienie działania systemu, to zawarte w kodzie błędy, oraz jawnie wpisane nazwy serwerów to już podanie potencjalnym włamywaczom na złotej tacy klucza do systemu.

Z opinią na temat jakości programu można się tutaj

Pominięcie elementarnych zabezpieczeń to ewidentny przykład  braku wyobraźni osób zarządzających projektem i braku doświadczenia w tego typu zadaniach. O ile takie postępowanie jest dopuszczalne w pozbawionych strategicznego znaczenia projektach na mniejszą skalę, to pokpienie kwestii zabezpieczeń w programie, który obsługuje jedną z najważniejszych procedur demokratycznego państwa woła o pomstę do nieba.

W takiej sytuacji było wyłącznie kwestią czasu, kiedy ktoś choćby dla zabawy postanowi się włamać do tego systemu. No i 18 listopada osobnicy podpisujący się jako "Gandzia dla Palacza" & "Pendolino Team" udowodnili, że są w posiadaniu próbki 270 rekordów zawierających dane pracowników KBW i PKW wykradzionych najprawdopodobniej z jednego z serwisów internetowych Krajowego Biura Wyborczego albo samej Państwowej Komisji Wyborczej. W wykradzionej bazie znajduje się sporo danych osobowych i haseł dostępu.

Czy wobec takiej łatwości dostania się do systemu nie zachodzi prawdopodobieństwo, że ktoś może manipulować danymi? Proszę bardzo 19 listopada okazało się, że jak donosi RMF24, w Szczecinie wybory prezydenckie wygrał Krzysztof Woźniak. Ciekawe jest jednak to, że osoby o takim imieniu i nazwisku nie było nawet na listach do głosowania.  Grzegorz Kasicki, przewodniczący szczecińskiej komisji, tłumaczy ten błąd następująco:

W pewnym momencie na ekranie monitora mieliśmy wyniki wyborów na prezydenta Szczecina, a po naciśnięciu klawisza „drukuj" wyszły nam wyniki na wójta bodajże gminy Kobylanka. I stąd wyszedł Krzysztof Woźniak

No dobrze, ale czy w takim razie system generujący takie błędy może być traktowany jako wiarygodny? Szybciej i prościej będzie zrobić wszystko ręcznie niż weryfikować każdy komunikat systemu

Żeby było śmieszniej (albo straszniej) rok temu przedstawiciele PKW spotykali się oficjalnie w Rosji z  przedstawicielami Centralnej Komisji Wyborczej FR (Federacji Rosyjskiej). Na spotkanie to zaprosił ich Władimir Czurow nazywany nieoficjalnie "czarodziejem Kremla" i oskarżany o masowe fałszerstwa wyborcze.

Ta ostatnia, choć pierwsza chronologicznie, wiadomość dopełnia obrazu potwornej bezmyślności i absolutnej ignorancji w dziedzinie edukacji informatycznej panującej wśród osób decyzyjnych w PKW (i nie tylko).

Więcej na ten temat przeczytasz tutaj

Czas powiedzieć to wprost - jesteśmy już cywilizacją informatyczną. Musimy nauczyć się jak przetrwać w tej dżungli. Podobnie jak ludzie uczyli się jak nie zginać w prawdziwej dżungli, jak radzić sobie na pustyni i w miejskich skupiskach, tak musimy się nauczyć podstaw przetrwania w cyberświecie. Zagrożenia, z którymi mamy tam do czynienia są jak najbardziej realne i mają bezpośredni wpływ na realne życie. Możliwość fałszowania wyborów to tylko jedno z nich. Do sprawnego i przede wszystkim bezpiecznego poruszania się w świecie komputerów nie trzeba być informatykiem, podobnie jak w dżungli nie trzeba być od razu myśliwym. Trzeba za to racjonalnie myśleć i orientować się w podstawach. Od rozwiązywania konkretnych problemów są specjaliści, zwykły człowiek powinien wiedzieć jedynie, że natrafił na problem, który wymaga specjalisty i wezwać go, a nie poprzestać na ignorowaniu problemu.

Problemem jest to, że nie ma kto uczyć - o ile kowalstwa czy innego fachu można się było przez pokolenia uczyć od ojców i dziadków to w wypadku informatyki dzieci są często lepiej wyedukowane od rodziców. Rodzi to bardzo głębokie konsekwencje społeczne, od braku szacunku dla starszych i zebranego przez nich doświadczenia, po brak autorytetów do naśladowania.

Ratunek jest tylko jeden - zasadnicza, głęboka reforma systemu nauczania. Z naciskiem na konieczność samodzielnego, racjonalnego myślenia.


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto