A A A

Zdrowy podział

27 listopada 2014, 23:50 | Czytany 782
Kilka lat temu Microsoft po ciężkich bojach z Komisją Europejską i amerykańskimi sądami uniknął podziału na kilka mniejszych firm. Teraz celownik spoczął na Googlu. Choć batalia dopiero się zaczyna, już wiadomo, że będzie znacznie trudniejsza.
Zdrowy podział

Z punktu widzenia konsumenta rywalizacja pomiędzy producentami jest zjawiskiem pozytywnym wpływa bowiem na rozwój rynku i spadek cen. Jednak naturalną tendencją każdej firmy jest dążenie do monopolu, bo wówczas może niemal bez końca mnożyć swój zysk. Na prawdziwym, niedoskonałym wolnym rynku, prędzej czy później dochodzi do zjawiska monopolu. Wówczas interweniuje państwo, które regulując rynek przywraca zdrowe proporcje. Tyle teorii.

Z monopolami lub oligopolami mieliśmy w historii do czynienia wiele razy. Szczególnie interesujące są jednak dwa przypadki. Pierwszy to Microsoft, który w praktyce ze swoim Windows i Ms Office oraz Internet Explorerem ostro zdominował rynek oprogramowania. Oskarżony o praktyki monopolistyczne koncern długo wojował m.in. z Komisją Europejską, płacił kary, wydawał specjalne edycje Windows pozbawione Media Center (których pies z kulawą nogą nie chciał kupować), przedstawiał alternatywy podczas wyboru przeglądarki i w końcu uniknął konieczności podziału na kilka mniejszych firm.

Spójrzmy jednak na to z perspektywy czasu. Trzy produkty - Windows, Office i IE. Dla pierwszego de facto nie ma masowej alternatywy i choć najnowsza ósemka nie jest ciepło witana to ludzie i tak korzystają z systemu Microsoftu. Czy to źle? W sumie nie, bo odmianom Uniksa w systemach serwerowych nic nie zagraża podobnie jak Androidowi w platformach mobilnych. Internet Explorer sam zaś się pogrążył w pewnej chwili i z trudem odzyskuje udziały w rynku. Tak więc w praktyce, zły monopolista po latach okazał się wcale nie taki groźny.

27 listopada 2014 roku Parlament Europejski przegłosował rezolucję, w której wzywa do  uniezależnienie wyszukiwarki internetowej od innych usług komercyjnych oferowanych przez koncern Google. Rezolucja nie jest wiążąca, ale to dopiero pierwszy krok w walce z nowym monopolistą. W samej rezolucji nie ma też wymienionej wprost nazwy Google, ale i tak wszyscy wiedzą o co naprawdę chodzi. Tym bardziej, że wojna podjazdowa Unii Europejskiej z Google trwa już od 4 lat.

Tym razem problemem jest to, że większość użytkowników nie odróżnia wyników wyszukiwania, od umieszczanych w śród nich reklam, sponsorowanych linków itp. W rzeczywistości nawet nie wiedzą, ze to w co klikają to reklama a nie autentyczny wynik wyszukiwania.

Wyszukiwarka Google posiada w Europie około 90 procent rynku (o dziwo w USA jest to około 70 proc). Co ciekawe o ile z Microsoftem walczyły też amerykańskie sądy to tym razem amerykańscy kongresmeni wystosowali do europarlamentarzystów list, w którym ostrzegają, że uchwalenie rezolucji dotyczącej wyszukiwarek internetowych może spowodować niepożądane konsekwencje w relacjach między USA a UE.

Spójrzmy na to nieco z boku.

- Faktem jest, że Google praktycznie zdominowało rynek wyszukiwarek. Ile znacie osób które korzystają z Microsoft Bing, Yahoo, czy jakiejś innej? Czemu synonimem określenia wyszukaj w internecie jest "wyguglaj"? Być może Google nie jest najlepsze, ale dla wielu osób jest najwygodniejsze.

- Ilu z nas korzysta z Gmaila? Nie jestem fanem tej poczty, ale odkąd mam smartfon z androidem mam tam konto pocztowe. To niby tylko poczta, dla jednych wygodna, dla innych nie, ale czemu w momencie gdy Gmail zalicza światową awarię i nie działa przez pół dnia, indeksy na światowych giełdach spadają i gospodarka zalicza małe zachwianie?

- Ilu z nas korzysta z innych usług Google? Dysku sieciowego, pakietu biurowego? przeglądarki Chrome, Map, Youtube, Picasy, Dokumentów, Hangoutów, Bloggera, Keep.

- Wreszcie ilu z nas ma smartfon z Androidem?

Czy potrafilibyście tak, nawet nie z dnia na dzień, ale załóżmy w ciągu tygodnia zrezygnować z tych usług i poszukać zamienników? Spójrzmy prawdzie w oczy, dzisiejszy świat jest uzależniony od Google i kuracja odwykowa byłaby naprawdę bolesna.

Co z tego wynika? Ano nic innego tylko to, że Google to bardzo dobrze zarządzana, sprawna firma, która w świetny sposób wykorzystuje swój potencjał, oraz korzysta z efektu synergii. Z ekonomicznego punktu widzenia, to po prostu wzór do naśladowania.

Są jednak i ciemne strony tej sytuacji. Google nie jest firmą charytatywną, zarabia na reklamach i stara się robić to dobrze. Oznacza to pozycjonowanie reklam a tu efekty uzyskuje się w wyniku zbierania danych o użytkownikach, śledzenia ich zachować, skanowania poczty - jednym słowem "szpiegowania". Problem w tym, że Google zaczyna wiedzieć o swoich użytkownikach zdecydowanie za dużo. Nie wykorzystuje jeszcze tej wiedzy w pełni, ale strach pomyśleć co by się działo, gdyby zaczęło. Tym bardziej, że każda, ale to absolutnie każda duża firma widząc swoją siłę staje się arogancka.

Sytuacja nie jest więc zdrowa - jesteśmy bowiem globalnie uzależnieni od prywatnego koncernu. Nie wyleczymy się z niego jedną rezolucją ani nawet setką ustaw. Ba, nawet nie wiadomo czy wyleczenie jest w ogóle możliwe, czy może już przegraliśmy i jesteśmy skazani na życie w domu Wielkiego Brata. Z Microsoftem się w praktyce udało. Jak będzie z Google? Czas pokaże.

 

 


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto