A A A

Bojowy test nawigatora rowerowego Mio Cyclo Discover Connect

31 sierpnia 2021, 11:40
Podczas jazdy po mieście i wycieczek rowerowych coraz częściej można spotkać osoby korzystające z komputera rowerowego z nawigacją – przestało to być już nowinką – w tym z modeli firmy Mio.
Bojowy test nawigatora rowerowego Mio Cyclo Discover Connect

 

Niby podobne, a jednak…

Producent ten konsekwentnie powiększa swoje portfolio w tym zakresie, a najnowszym dzieckiem jest Cyclo Discover Connect. Ponieważ dwa lata temu miałem okazję sprawdzić w praktyce działanie Cyclo 215 HC, to łatwiej mi będzie oceniać wprowadzone zmiany. Na pierwszy rzut oka oba modele są wręcz identyczne, bo gabaryty oraz przekątna dotykowego ekranu są takie same. Po teście Cyclo 215 HC napisałem, że brakuje mu Bluetootha, więc teraz powinienem być zadowolony z wbudowanego modułu komunikacji bezprzewodowej. Niestety, nie do końca jest dobrze. BT wymaga sparowania z zainstalowaną w smartfonie aplikacją MioShare (którą pobierzemy ze sklepów Google Play i App Store), co w moim przypadku oznaczało długą walkę o sukces – pomogło dopiero połączenie z innym telefonem, po którym nagle zniknęły wszystkie kłopoty z połączeniem do pierwotnego urządzenia.

To pierwszy minus i być może da się wytłumaczyć go przypadkiem. Ale BT służy tu wyłącznie do wyświetlania powiadomień o przychodzącym połączeniu, SMS-ie czy z notce z serwisów społecznościowych. Początek takiej tekstowej wiadomości – czytelny, bo wyświetlany z użyciem naprawdę sporych fontów – ukazuje się w dołu ekranu, ale jego część jest zasłaniana przez belkę informującą o zablokowanym ekranie... Nie da się podłączyć w ten sposób czujnika kadencji czy tętna, a dokładniej mówiąc nie da się spiąć takich dodatków wcale, bo urządzenie nie potrafi też korzystać z ANT+ (to regres np. względem 215 HC). Podobnie wgranie trasy czy zgranie historii odbywa się bowiem albo przez kabel USB (z pośrednictwem aplikacji Mio CycloAgent dla macOS-a i Windowsa), albo przez Wi-Fi, przy czym obwarowane to jest jednym zastrzeżeniem.

Tym, co trzeba tak naprawdę zrobić na dzień dobry, jest rejestracja urządzenia – bez tego nie można korzystać z sieci bezprzewodowej. Poza tym konieczne jest założenie konta w MioShare, gdyż planowanie trasy, wgrywanie, odczyt danych z treningu czy wycieczki – to wszystko odbywa się po zalogowaniu do tego serwisu. Niestety, używając apki w telefonie nie opracujemy sobie marszruty i albo zrobimy to na komputerze, albo zaimportujemy z serwisów takich jak Komoot czy Strava (sama nawigacja też nie ma możliwości przygotowywania trasy punkt po punkcie).

Żużela

To duży minus, że smartfon, tak uniwersalne urządzenie, nie może wprost posłużyć do zaplanowania trasy. Poza tym Cyclo Discover Connect sprawił mi problem już na samym początku, gdyż nie chciał się poprawnie zaktualizować, a przeszkoda tkwiła w części odpowiedzialnej za mapy. Pomogło wybranie poprawek wyłącznie dla obszaru Polski. Producent nie podaje, jak długo te dane będę podlegały aktualizacji, bo chowa się za stwierdzeniem, że „w czasie życia urządzenia". Nie da się tego obejść poprzez wgranie własnych map, bo po prostu nie przewidziano takiej możliwości.

W dokumentacji znajdziemy informację, że ten model Cyclo jest w stanie pracować przez 10 godzin na jednym ładowaniu. Pewnie jest to możliwe, ale pod warunkiem, że jasność ekranu nie będzie ustawiona na maksimum. Opinię tę opieram na tym, że udało mi się osiągnąć osiem godzin nawigowania i rejestrowania trasy, przy czym przez ok. 60% czasu z powodu silnego słońca suwak odpowiedzialny za jasność był w skrajnym położeniu. Czasem i to nie wystarczało, bo nie dało się rzutem oka zobaczyć, co aktualnie wyświetlane jest na ekranie, tylko trzeba było się dokładniej przyglądać, jaki manewr trzeba wykonać – ekran w sumie zasługuje na ocenę dobrą. Wracając do akumulatora: warunki testowe były łaskawe, bo po prostu trudno w lipcu i sierpniu o niskie temperatury. Pozostaje więc otwarte pytanie o czas pracy Cyclo podczas jesiennych wycieczek czy spacerów. Podkreślam ostatnie słowo, bo w menu można wybrać także turystykę pieszą, co pozwoli na włączenie do wytyczania trasy różnych drobnych ścieżek.


Wyźrał

Czas powiedzieć o najważniejszej funkcji, czyli nawigacji. GPS łapie dość szybko i skutecznie nawet w warunkach miejskich. W lesie jest gorzej, ale to częsta przypadłość takich urządzeń. Prowadzenie jest pewne w sensie ilustracji trasy na mapie (choć oczywiście można wybrzydzać, że rozdzielczość ekranu jest z poprzedniej epoki, bo pierwszy z brzegu smartfon ma znacznie bardziej szczegółowy wyświetlacz), a użytkownik może wybrać schemat kolorystyczny. Manewry są sygnalizowane dźwiękowo na 250 i 50 metrów przed danym miejscem – działa to bardzo dobrze. Kłopoty zaczynają się w momencie zboczenia z zaplanowanej trasy.

Po pierwsze, jesteśmy co chwilę atakowani brzęczykiem – to jest naprawdę irytujące – i jedynym sposobem, żeby się tym nie denerwować, jest wyłączenie tej formy powiadamiania. Po drugie i najważniejsze, z uporem godnym lepszej sprawy Mio Cyclo Discover Connect usiłuje przetrasować wytyczony szlak ignorując to, że jesteśmy już np. pół kilometra dalej, więc niewskazane jest cofanie się, tylko raczej trzeba szukać trasy „do przodu". Np. jazda drogą równoległą do pierwotnie zaplanowanej to męczarnia dla sprzętu, bo zamiast prostego przetrasowania wciąż będziemy świadkami próby nakierowania nas na ten wcześniejszy szlak (ten sam zarzut podniosłem względem modelu 215 HC).

Zabrzeż

Nie rozumiem też tego, że jednokierunkowe drogi dla rowerów raz są brane pod uwagę (np. wrocławski Most Milenijny), a innym nie (Wrocław, jazda z ul. Królewieckiej Pilczycką w stronę centrum), choć szybkie sprawdzenie OpenStreetMap jasno wskazuje, że te informacje na mapie są. Poczułem się też dziwnie jadąc z Wrocławia w kierunku Smolca, bo nawigacja sygnalizowała manewr skrętu w prawo (co jest niemożliwe, bo oznaczałoby to wjazd na teren lotniska), a tymczasem chodziło o to, że metr w prawo od jezdni zaczyna się droga dla rowerów. Oczywiście rozumiem, że jest to osobny obiekt na mapie, ale chyba nie chodzi o to, żeby się tym metrem różnicy jakoś przejmować.

Negatywnym zaskoczeniem była też bardzo duża zwłoka w starcie automatycznej rejestracji trasy – trzeba było przejechać co najmniej 400 metrów, żeby urządzenie wyświetliło odpowiedni monit. Podobne zachowanie – spore spóźnienie z alertem dla użytkownika – zdarzyło się po postoju, gdy Cyclo proponuje zapisanie odwiedzonego miejsca jako naszego własnego punktu POI. Obie te rzeczy są niezrozumiałe, bo jak już wspomniałem GPS łapie szybko i skutecznie. Co od różnych punktów: można je wyszukiwać z poziomu urządzenia, ale ich baza jest nader skromna.

Rozpuszczony przez bogactwo Map Google ze zdziwieniem patrzyłem na pustynię wokół miejsca, w którym mieszkam – mizerna to pomoc ze strony urządzenia. Punkty POI atrakcyjne turystycznie stanowią element funkcji NeverMiss, która w momencie mijania takiego obiektu na zaplanowanej trasie wyświetli nam odpowiedni komunikat. Jeśli będziemy chcieli się zatrzymać, to po zeskanowaniu smartfonem wyświetlonego kodu QR dostaniemy więcej informacji o tym miejscu.

Oprócz klasycznego nawigowania sprzęt Mio ma dwie inne interesujące funkcje. Pierwsza to znana już dużo wcześniej Suprise Me, czyli propozycja trzech tras o zadanej długości lub czasie trwania. Nowością natomiast jest tryb Fitness, czyli rodzaj planu treningowego. Zakładamy tam określony czas jady, odległość lub liczbę kalorii do spalenia (nie ma jednak bez czujnika tętna, więc urządzenie bazuje na informacjach podanych przez użytkownika typu płeć, masa ciała, masa roweru) i wio. Szkoda, że zabrakło jednak tak prostej funkcji jak pomiar okrążeń.

Żdżary

Do plusów Mio Cyclo Discover Connect na pewno trzeba zaliczyć kafelkowy interfejs, bo jest wygodny w obsłudze – prawie wszystko wykonujemy dotykając ekranu, a jedyny fizyczny przycisk służy do włączania/wyłączania, odblokowywania ekranu i cofania się w strukturze menu. Zaletą jest sporo opcji personalizacji wyglądu poszczególnych ekranów w kwestii tego, ile i jakich wskaźników będziemy obserwować w danym trybie. Do wyboru są różne parametry począwszy od czasu, prędkości bieżącej i średniej, przez odległość do następnego skrętu lub wzniesienia, po wysokość, nachylenie czy spalone kalorie – można sobie pogrymasić, choć nie da się ustawić dowolnego parametru w każdym miejscu.

Całościowo urządzenie oceniam dobrze, ale mam świadomość jego wad. Poszerzenie możliwości komunikacyjnych cieszy, bo to jest właściwy kierunek, ale z drugiej martwi usunięcie opcji podłączania zewnętrznych czujników. Problemy z przetrasowaniem są takie same, jak dwa lata temu, a punktów POI wciąż jest mało.

Tak, nie jest to urządzenie flagowe, ale producent pozycjonuje je bardzo wysoko i odpowiednio ustala cenę. Oficjalnie trzeba na Mio Cyclo Discover Connect wydać 1300 zł, ale sprzęt można kupić za 1050 zł. Wspominany 215 HC wyceniono na 1000 zł i była to wersja z czujnikami tętna, kadencji i prędkości, a pozbawiony tych dodatków kosztował 800 zł. W przybliżeniu uznajmy więc, że testowany model przy zbliżonych możliwościach – a wzbogacony o Bluetooh, Wi-Fi i funkcję Fitness – jest dziś droższy o 250 zł, czyli o około 30 procent. Moim zdaniem taka dopłata za wygodę jest nieuzasadniona, bo nowy model sprzętowo w swej podstawowej formie prawie się nie zmienił (obudowa ma IPX7 a nie IPX5), a dołożono mu jedynie chip łączności radiowej – cena sugerowana wygląda już abstrakcyjnie. Jednym zdaniem: w sumie niezły sprzęt, ale powinien kosztować mniej.

* Wszystkie śródtytuły to nazwy miejscowości przez które przejeżdżał autor, a do których jest w stanie doprowadzić Mio - oczywiście zostały wybrane tendencyjnie.

 

Mio Cyclo Discover Connect

 

Mapy

drogowe i rowerowe 38 krajów Europy (Tele Atlas i OpenStreetMap)

Funkcje

Gdzie jestem, Surprise Me, Fitness, Never Miss, lista punktów POI, powiadomienia z telefonu, bezprzewodowa transmisja danych

Orientacyjna cena

1050 zł

Gwarancja

24 miesiące

Do testu dostarczył

Mio, www.mio.com/pl_pl

Dane techniczne i wyposażenie

 

Procesor: brak danych, prawdopodobnie ARM Cortex A7 • Ekran: 3,5", 320x480, dotykowy • Moduł GPS: U-blox 7 • Deklarowany czas pracy: 10 h • Złącza: micro USB, czytnik kart micro SD (tylko do celów diagnostycznych) • Komunikacja: Wi-Fi, Bluetooth 4.2, USB • Obudowa: IPX7 • W zestawie: kabel USB • Sposób montażu: dwuelementowa podstawka mocowana opaskami zaciskowymi • Wymiary: 114x68x19 mm • Waga: 155 g

Plusy: szybka i dokładna praca modułu GPS • komunikacja przez Bluetooth i Wi-Fi • tryby Suprise Me i Fitness oraz funkcja NeverMiss • dobry interfejs użytkownika z dużymi możliwościami konfiguracyjnymi


Minusy: problemy z przetrasowaniem po zjeździe z zaplanowanego szlaku • brak możliwości wgrywania własnych map • nie da się zaplanować trasy za pomocą aplikacji smartfonowej • Wi-Fi do działania wymaga zarejestrowania urządzenia • brak możliwości podłączania zewnętrznych czujników kadencji, prędkości i tętna • mizerna baza punktów POI


 

 

 


Marcin Kwiecień
Tagi: Mio
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto