A A A

Creative Stage – wrażenia po sześciu miesiącach użytkowania

27 października 2020, 09:10
Soundbary nie muszą być drogie – szczególnie te, które ustawiamy na biurku przed komputerem. Creative Stage towarzyszył mi przez ostatnie pół roku. Oto garść wrażeń, jakie sprzęt pozostawił przez ten czas.
Creative Stage – wrażenia po sześciu miesiącach użytkowania

Minęło pół roku

Zestaw Creative Stage testowaliśmy na łamach PC Formatu pół roku temu. Uznałem go wówczas za rozsądną alternatywę dla podobnie kosztujących głośników PC, zainteresowałem się nim prywatnie i postanowiłem sprawdzić go w dłuższej perspektywie, przede wszystkim jako alternatywę dla głośników wbudowanych w monitor, których czasami używałem. W tym czasie urządzenie Creative’a stało głównie na biurku, ale na pewien czas powędrowało również pod telewizor. Często też, niezależnie już od ustawienia, korzystałem z połączenia Bluetooth, parując soundbar z różnymi telefonami.


Na biurku

W przypadku mojego peceta sprzęt sprawdził się bardzo dobrze. Soundbar używany był z zestawem, w którym monitor został zawieszony na wysięgniku przytwierdzonym do ściany. Na biurku było więc siłą rzeczy sporo miejsca i w ustawieniu listwy dźwiękowej stopka nie przeszkadzała. Mimo znacznej wysokości (70 mm) sprzęt bez problemu mieścił się pod ekranem. Rzecz jasna, ja warunki miałem optymalne. Ustawiając Stage’a na stanowisku bardziej standardowym, należy zwrócić uwagę na to, czy soundbar zmieści się pod ekranem – w przypadku mniejszych monitorów bez regulacji wysokości położenia wyświetlacza może to stanowić problem. Podobnie sprawa wygląda w przypadku wyświetlaczy z niestandardowymi stopkami, np. bardziej nachylonymi. Nie było też problemu ani z subwooferem, ani z zasilaniem: ten pierwszy powędrował pod biurko i w tym przypadku okablowanie nie stanowiło żadnego problemu, to drugie zaś – cóż, listwa zasilająca stała blisko. Do tego zagadnienia wrócimy niedługo.

W grach Stage sprawdził się świetnie: bas pracował dobrze niezależnie od tytułu, dźwięk zaś był szczegółowy i przyjemny. Głośność? Aż nadto: standardowo używałem go z ustawieniem na poziomie 20-25 w skali do 35, regulując okazjonalnie moc zestawu już z poziomu peceta. Przy Stage’u podłączonym do peceta pilot okazał się praktycznie bezużyteczny. Ot, ustawiłem basy i soprany (standardowo jest ich trochę mało, swoją drogą), a potem leżał i się kurzył.

Sterowanie za pomocą przycisków na obudowie było wygodne: trzy przyciski po prawej stronie, czyli patrząc na biurko od góry – nad myszką, w zupełności wystarczały do podstawowej obsługi. Jedyne, czego mi czasami brakowało, to przycisku wyciszenia – to jednak można przecież zrobić z poziomu klawiatury, zwłaszcza gdy mamy dedykowany do tego klawisz lub pokrętło. Trochę natomiast szkoda, że w obudowie Stage’a brakuje gniazda słuchawkowego – ale to czepianie się na siłę, bo „muszle” i tak mam wpięte na stałe w kartę dźwiękową peceta.


Telewizor

To, co świetnie sprawdzało się w przypadku peceta, po podłączeniu do telewizora... wystarczało. Siłą rzeczy wymagania względem choćby głośności są tutaj nieco wyższe i do normalnych programów czy filmów Stage jest OK – bardzo przyzwoita w tej półce cenowej jakość dźwięku pozwalała na dobre nagłośnienie niezależnie od tego, co pojawiało się na ekranie. W przypadku elektronicznej rozgrywki również: przez ten czas grałem w gry akcji, strategie, strzelałem również online. Tutaj Stage sprawdził się dobrze, będąc o niebo lepszym wyjściem niż wbudowane głośniki telewizora.

Jedyny wyjątek to gry muzyczne. O ile w normalnych okolicznościach zestaw zadowoli każdego, komu „integry” nie wystarczają, o tyle w tym przypadku brakowało jednak trochę mocy. Grać się da, jak najbardziej – nie poczujecie jednak „powera”. Chciałbym, by po prostu było głośniej – co, swoją drogą, pokazuje również, że z tym zestawem imprezy nie zrobimy. Creative Stage nadaje się do średniej wielkości pokoju – wraz ze wzrostem przestrzeni i odległości zestaw coraz wyraźniej pokazuje, że nie jest soundbarem z wyższej półki, a po prostu kompletem ukierunkowanym na peceta i co najwyżej typowe użytkowanie z telewizorem.

Creative Stage

Podczas ustawiania Stage’a przy większym ekranie jasne stało się również, że producent zaoszczędził na okablowaniu. O ile subwoofer dało się podłączyć bez większego problemu i po umiejscowieniu go obok regału na TV zostało nawet jeszcze trochę zapasu, to problem pojawił się z wyprowadzonym z soundbaru kablem zasilającym. Bez wątpienia mógłby być dłuższy. W moim przypadku podłączenie go do gniazdka obok sprawiło, że nie mogłem listwy dźwiękowej ustawić centralnie pod telewizorem – bez przedłużacza się więc nie obyło. Samo urządzenie nie do końca też zmieściło się na stopce telewizora: koniec końców stało więc nieco wysunięte, częściowo zasłaniając jego dolną krawędź. W oglądaniu jednak to nie przeszkadzało, a soundbar – z racji tego, że nie jest przesadnie długi (55 cm) – nie blokował również czujnika podczerwieni. Obsługa całości obyła się więc bez żadnych późniejszych kłopotów.


Bluetooth

Przez pół roku Stage „zakumplował się” w sumie z trzema telefonami. Generalnie problemów nie stwierdziłem, choć czasami parowanie przeciągało się ponad standardowe kilka sekund, co miało charakter losowy. Ot, czasem coś zmuliło. Gdy jednak sprzęt już się połączył, wszystko dobrze grało. Problem pojawiał się, gdy wychodziliśmy z telefonem z pokoju. Przejście na korytarz czy do kuchni powodowało zakłócenia i muzyka początkowo grała z przerwami, potem już zupełnie milkła – po powrocie do salonu wszystko jednak wracało do normy.

Używanie Stage’a z telewizorem i z nadajnikami Bluetooth jest siłą rzeczy dużo wygodniejsze z pilotem – tutaj był on często wykorzystywany, zarówno do regulacji głośności czy doboru profilu dźwiękowego, jak i zmiany źródła dźwięku. Zdalne sterowanie wymaga jednak dość precyzyjnego skierowania pilota w stronę urządzenia – głośniki są pod tym względem zdecydowanie bardziej wymagające niż typowy telewizor. Przyciski pilota nawet po paru miesiącach chodziły dość twardo i z wyczuwalnym klikiem.


Podsumowanie

Czy z perspektywy sześciu miesięcy jestem zadowolony? Zdecydowanie tak – za tę cenę to naprawdę dobry sprzęt. Oczywiście do droższych modeli z Atmosem nie ma co go porównywać: jest prostym, stosunkowo tanim soundbarem z subwooferem, który wystarczy aż nadto do peceta, a w przypadku telewizora będzie działać poprawnie w olbrzymiej większości zastosowań. Nie jest to, jak wcześniej zaznaczyłem, wysoka półka – ale na tle porównywalnej cenowo konkurencji wypada naprawdę przyzwoicie.


PARAMETRY
Przenoszone częstotliwości: 55 Hz – 20 kHz
Moc wyjściowa: 2 x 20 W – soundbar, 40 W – subwoofer
Średnica przetworników: brak danych
Złącza: mini-jack, optyczne, HDMI (ARC)
Wyjście słuchawkowe: brak
Inne: Bluetooth 2.1 + EDR, gniazdo USB 2.0, pilot z regulacją głośności, basów i sopranów, wyborem źródła dźwięku, schematami brzmieniowymi do wyboru i sterowaniem odtwarzania z USB, wyświetlacz cyfrowy za kratownicą, włącznik i sterowanie głośnością na soundbarze, kabel zasilający 1,3 m, kabel subwoofera 2,4 m, kabel mini-jack 1 m
Wymiary: 7 x 55 x 7,8 cm – soundbar, 42 x 11,5 x 25 cm – subwoofer
Waga: 1,2 kg – soundbar, 3 kg – subwoofer

Cena: 380 zł
Do testu dostarczył: Creative

Głośniki są w sprzedaży np. TUTAJ.


Grzegorz Karaś
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności


Apple spada z podium
3 grudnia 2020
Koncern z Cupertino nie należy już do trójki największych producentów smartfonów.


Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto