A A A

Huawei P50 Pro – test flagowca bez usług Google’a

26 stycznia 2022, 12:00
Każdy, kto choć trochę orientuje się w świecie telefonów, wie, że seria P marki Huawei to klejnot w koronie chińskiego koncernu. I oto właśnie, mimo perturbacji i związanej z sankcjami USA utraty pozycji lidera, mamy premierę kolejnego smartfonu z tej linii.
Huawei P50 Pro – test flagowca bez usług Google’a

Echa sankcji

Trudno nie przecenić zasług poprzedników P50 Pro – to telefony, które nie tylko udowodniły, że fotografia mobilna ma sens, ale i podniosły poprzeczkę wyjątkowo wysoko, szczególnie już w kwestii robienia zdjęć w nocnych warunkach. Dziś jednak mamy zupełnie inne czasy, a Huawei, mimo iż mierzy się – oględnie mówiąc – z niesprzyjającymi okolicznościami, dalej walczy. Pierwszym, najbardziej wyraźnym echem sankcji Jankesów, jest brak obsługi 5G. Niestety, w czasach, gdy ten standard łączności podbija kolejne miasta, a modemy następcy LTE trafiają do urządzeń za tysiąc złotych, Huawei musi obejść się smakiem. Zastosowany tu procesor, skądinąd mocny Snapdragon 888, niestety jest na tym polu ograniczony do 4G. Co prawda transfery i tak wystarczają i w praktyce wada ta ma wymiar przede wszystkim prestiżowy, trudno jednak nie zauważyć tego braku.

3D Mark
Sling Shot: maks. liczba pktSling Shot Extreme: maks. liczba pkt
Wild Life: 5160 pktWild Life Extreme: 1491 pkt

GeekBench 5
Pojedynczy rdzeń: 1102 pkt
Wszystkie rdzenie: 3023 pkt

AnTuTu v 9.3
794 120 pkt

AndroBench
Odczyt sekwencyjny: 1834 MB/s
Zapis sekwencyjny: 760 MB/s
Odczyt losowy próbek 4K: 275 MB/s, 70 347 IOPS
Zapis losowy próbek 4K: 351 MB/s, 89 732 IOPS

Na szczęście sam telefon spisuje się wyśmienicie: układ Qualcomma to wydajny kawałek krzemu i choć Huawei nie zdołał do końca zapewnić odpowiedniego odprowadzania ciepła – mamy tu do czynienia ze znacznym throttlingiem, test 3D Mark ocenił stabilność urządzenia na 59% – telefon tak czy inaczej zachowuje wyjątkową płynność. Mówiąc nawiasem, chiński koncern nie wypada tu ani dobrze, ani źle – normą jest, że ten układ w telefonach komórkowych po prostu się przegrzewa. Nie przeszkadza mu to jednak zajmować czołowych pozycji w rankingach wydajności, czego skutkiem jest fakt, iż na co dzień również w przypadku P50 Pro zachowuje się wręcz wzorowo: nie ma mowy choćby o najmniejszym ograniczeniu płynności. I to nawet pomimo faktu, iż standardowo smartfon nawet nie pracuje w trybie najwyższej wydajności. Gdy ten ostatni aktywujemy, throttling dodatkowo przybiera na sile: stabilność wg wspomnianego sprawdzianu 3D Mark spada do 45 proc., a obudowa sprzętu nagrzewa się jeszcze wyraźniej, co czuć pod palcami szczególnie w przypadku lewego, górnego rogu urządzenia.


Koniecznie z etui

Bryła P50 Pro wygląda atrakcyjnie. Ekran to OLED 6,6” o rozdzielczości 2700x1228 z odświeżaniem 120 Hz. Przez wzgląd na akumulator, zarówno liczba pikseli, jak i częstotliwość pracy wyświetlacza ustawiane są domyślnie w sposób dynamiczny: mogą więc spaść do 921x2025 i 60 Hz. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by ręcznie ustawić wyższe lub niższe wartości, jednakże przy standardowych parametrach maszyna sprawuje się wzorowo – tam, gdzie trzeba, telefon rzeczywiście jest cały czas bardzo płynny.

Krawędzie wspomnianego wyświetlacza estetycznie zawinięto na bokach, przez co zlewają się z otaczającą sprzęt metalową ramką. Plecki wykonano z ładnego tworzywa – dwa tygodnie testów jednak jasno pokazały, że materiał ten jest podatny na zarysowania. Sprawę załatwia jednak silikonowe etui w zestawie, które zresztą dobrze zabezpiecza dwie tym razem, okrągłe i umieszczone jedna nad drugą, wyspy z obiektywami. Telefon bez dwóch zdań wygląda atrakcyjnie – choć jak na flagowca równocześnie dość skromnie. Przyciski sterujące rozmieszczono poprawnie, sterowanie nie nastręcza najmniejszych problemów – można więc śmiało powiedzieć, że pod względem ergonomii jest to model wzorcowy.


Z mobilną fotografią na ty

W kwestii aparatu trochę się pozmieniało. Do dyspozycji dostaliśmy obiektyw główny z matrycą 50 Mpix f/1.8 i optyczną stabilizacją obrazu, obiektyw monochromatyczny – 40 Mpix f/1.6, ultraszerokokątny „słoiczek” – 13 Mpix f/2.2, a także moduł tele – 64 Mpix f/3.5, również z optyczną stabilizacją i autofokusem. Z przodu zaś znajdziemy sensor 13 Mpix f/2.4 z autofokusem. Ci, którzy pamiętają poprzednika, na pewno dostrzegli, że przednia kamera tym razem jest pozbawiona osobnego modułu do pomiaru głębi i biometrii, a z tyłu mniej okazale prezentuje się aparat ultraszerokokątny. Za to mamy lepsze sensory monochromatyczny i ten pod obiektywem ze zmienną ogniskową, a główna optyka jest jaśniejsza.


Co tu dużo mówić, aparat P50 Pro jest świetny – aczkolwiek diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Nie jest tajemnicą, że pod względem optyki, a już przede wszystkim powierzchni matryc, telefony nigdy nie dorównają możliwościom profesjonalnego sprzętu. Z tego względu smartfony muszą się podpierać mniej lub bardziej agresywną obróbką zarejestrowanej sceny. Tutaj jest podobnie, co widać szczególnie w scenach nocnych. Mówiąc nawiasem, tryb do robienia zdjęć w kiepskich warunkach oświetleniowych działa tym razem żwawo: czas naświetlania jest krótki, fotografie zaś w istocie różnią się od tych rejestrowanych trybem normalnym stosunkowo niewiele – są nieco jaśniejsze, przede wszystkim jednak barwy są żywsze i zdjęcia są bardziej kontrastowe. To w dużej mierze właśnie zasługa postprocesu, który odbywa się wręcz na naszych oczach, gdy pierwszy raz otworzymy podgląd dopiero co zarejestrowanej fotografii. Na ogół P50 Pro się nie myli – bywają jednak sytuacje, w których fotografia jest ewidentnie „przeciągnięta”. Problem ten – sporadyczny, trzeba dodać – pojawia się właśnie głównie wtedy, gdy fotografujemy w nocy, a sprzęt nieprawidłowo identyfikuje scenę. W ten sposób np. cień rzucany przez światło latarni na trawie w nocy zamienia się w ciemną, niemalże wypaloną plamę, która kontrastuje z soczystą zielenią roślin o wiele bardziej niż ma to miejsce w rzeczywistości. Ogółem jednak jest wyśmienicie – i to również wtedy, gdy popatrzymy na możliwości modułu tele, który – co zaskakujące – pozwala uchwycić np. detal architektury również w nocy przy 10-krotnym powiększeniu. Optyczna stabilizacja obrazu na pewno się tutaj przydaje.


W dzień telefon sprawdza się wyśmienicie. Tradycyjnie dla Huawei, najlepiej wypadają fotografie scen skąpanych w ciepłym świetle – szczególnie już w okolicach złotej godziny. Zarówno przyroda, jak i architektura nie stanowią dla P50 Pro żadnego wyzwania – i to niezależnie od obiektywu. Ultraszeroki kąt od głównego różni się tym, że paleta barw na zdjęciach robionych tym pierwszym jest delikatnie cieplejsza, trzeba jednak naprawdę się przypatrzyć, by fakt ten dostrzec. Wyraźniej za to widać zakłócenia geometrii na brzegach i niewielką utratę ostrości – trudno jednak poczytywać to za wadę. Ot, specyfika szkiełka. Zawiodłem się czym innym: zdjęcia z bardzo bliska – czyli poniekąd próby zabawy w fotografię makro – pokazują, że sprzęt mógłby być na tym polu lepszy. Zależnie od odległości i ogniskowej, telefon automatycznie przerzuca się między obiektywami, co powoduje dyskomfort. Obraz na ekranie niemile dla oka przeskakuje, gubi się punkt ostrości i kadr, fotografia też, zależnie od szkła, jest jaśniejsza lub ciemniejsza. Przy odrobinie wprawy i nauczeniu się wzorców zachowania sprzętu jak najbardziej da się z P50 Pro robić fotografie z bardzo bliska, ba, nawet z powodzeniem, ale moim zdaniem poprzednicy byli pod tym względem wygodniejsi.


Ekosystem Huawei

W kwestii ekosystemu od schyłku 2019 roku nie zmieniło się nic: Huawei dalej jest odcięty od usług Google’a. Oznacza to przede wszystkim, iż aplikacji nie pobierzemy ze sklepu Google Play, ale z natywnego dla producenta AppGallery. Siłą rzeczy, nie znajdziemy tam wszystkich programów, które trafiły do zasobów konkurencji – Chińczycy jednak zrobili bardzo dużo, by przekonać do siebie użytkowników. Po pierwsze: mamy sporo aplikacji codziennego użytku, które są popularne na polskim rynku z programami banków, np. IKO czy mBank mobile, na czele. Po drugie – wyszukiwarka Petal pozwala w łatwy sposób pobrać brakujący software z innych źródeł, czyli przede wszystkim różnego rodzaju repozytoriów pokroju APK Pure lub macierzystych witryn producentów. Jednak nie jest tak źle, jak można przypuszczać i z Huawei da się już żyć – zależy to jednak w bardzo dużej mierze od indywidualnych preferencji i tego, jak bardzo uwiązani jesteśmy do aplikacji samego Google’a, których tu siłą rzeczy nie zmusimy do działania. Ogółem mówiąc, użytkowanie telefonu Huawei wymaga nieco większej gimnastyki, a już przede wszystkim – kompromisu i pogodzenia się z utratą np. części gier, które działają jedynie w środowisku amerykańskiego giganta.

Sam system operacyjny działa już bez zarzutu. EMUI 12 jest płynny, interfejs dobrze rozplanowano, całość zaś cieszy oko nienaganną estetyką. W P50 Pro od pierwszych chwil poczujecie się jak w domu.


Flagowiec na miarę możliwości Huawei

Jak na model z górnej półki przystało, otrzymujemy ciekawe dodatkowe funkcje. Obudowa jest zabezpieczona przed wilgocią, o czym świadczy zgodność z normą IP68. Ładowanie o mocy 66 W sprawia, że energię do pełna uzupełnimy w ok. pół godziny, sprzęt zaś – w standardowym trybie działania – wytrzymuje ok. półtora dnia umiarkowanie intensywnej pracy. Jeśli jednak silnie obciążymy procesor, samrtfon trzeba ładować codziennie. Innymi słowy – norma, szczególnie już w kontekście zastosowanego CPU. Zaletą jest również bardzo szybkie, bo 50-watowe ładowanie bezprzewodowe. Pytanie tylko, czy to wszystko wystarczy, by sięgnąć po nowego flagowca Huawei?

Nie jestem o tym do końca przekonany. Z jednej strony – smartfon technicznie, przynajmniej jak dla mnie, jest bez zarzutu. Można się oczywiście zżymać, że to żadna rewolucja i że Huawei powinien nas czymś zaskoczyć. Mnie zaskoczenia nie są potrzebne: wystarczy wysoka jakość i świetne możliwości fotograficzne – a te ostatnie, nawet biorąc poprawkę na agresywną obróbkę i problemy z fotografią makro, przecież tu mamy. Tym, co mnie boli najbardziej, jest ostatecznie brak usług Google’a – no ale jeśli to komuś nie przeszkadza, to z P50 Pro będzie zadowolony.

Huawei P50 Pro

Cena

5500 zł

Dostarczył

Huawei

Dane techniczne

System: Android 11, EMUI 12.0.1 • Procesor: Snapdragon 888 4G • Grafika: Adreno 660 • Ekran: OLED, 6,6’’, 2700x1228 120 Hz, próbkowanie dotyku 300 Hz • Pamięć: 8 GB RAM, 256 GB flash, karta Nano Memory do 256 GB • SIM: 2x nano, standby, hybrydowy • Łączność: 4G, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.2, NFC, IrDA • Akumulator: 4360 mAh, niewymienny • Aparat: tylny – główny 50 Mpix f/1.8 OIS, monochromatyczny 40 Mpix, f/1.6, ultraszeroki 13 Mpix f/2.2, tele 64 Mpix f/3.5, OIS, AF; przedni – 13 Mpix f/2.4, AF • Czujniki: akcelerometr, żyroskop, zbliżeniowy, kompas, barometr, magnetometr, podczerwieni, światła, natężenia dźwięku, zbliżeniowy, czytnik linii papilarnych (w ekranie), GPS, AGPS, GLONASS, BEIDOU, BDS, QZSS, NavIC • Inne: IP68, głośniki stereo, ładowanie 66 W, ładowanie bezprzewodowe 50 W • Wymiary: 158,8x72,8x8,5 mm • Waga: 195 g

Plusy: świetna jakość zdjęć • nienaganna wizualnie forma • bardzo dobry ekran • wydajność • IP68 • możliwości modułu tele • szybkie ładowanie przewodowe i bezprzewodowe

Minusy: agresywna i widoczna niekiedy obróbka fotografii, szczególnie w trybie nocnym • problemy z fotografowaniem obiektów z bardzo bliska • brak 5G • brak minijacka • brak usług Google’a • cena jak na flagowca przystało • plecki podatne na zarysowania


Grzegorz Karaś
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto