A A A

Test budzika Mudita Bell

21 stycznia 2022, 17:10
Dziś gadżet tyle "niekomputerowy", co niezwykły, czyli jak testowałem ascetyczny, częściowo analogowy… budzik.
Test budzika Mudita Bell

Budzik zamiast telefonu

Na telefon Mudita Pure, o którym kilkukrotnie pisaliśmy w „PC Formacie" czekam od bez mała dwóch lat. Przekładanie premiery urządzenia – często z powodów niezależnych od konstruktorów – spowodowało, że począłem sięgać głęboko do zasobów własnej cierpliwości, które okazały się dość spore. W oczekiwaniu na wspomniany telefon do testów otrzymałem... budzik. Tak – jeden z dwóch istniejących modeli tej firmy, a mianowicie Mudita Bell.

Dlaczego budzik?

Z początku odmówiłem testowania, ale po krótkim czasie zdanie zmieniłem. Stwierdziłem, że skoro piszemy o różnych często wręcz absurdalnych gadżetach, testujemy – jak to się fachowo mówi – UTO (urządzenia transportu osobistego, czyli jeździki, hulajnogi i tym podobne konstrukcje), to równie dobrze może to być budzik. Z elektroniką użytkową ma wiele wspólnego, gdyż zespół Mudity powołał do życia Michał Kiciński (współzałożyciel CD Projektu – wydawcy gier komputerowych), to raz. Dwa, pomyślałem sobie, że w dobie wszechogarniającej nas elektroniki taki gadżet jest swego rodzaju oddechem, powiewem wolności, czymś odmiennym.

Kamień z pudełka

Otrzymałem więc przesyłkę, po której otwarciu ukazała mi się solidna, ciężkawa jasnoszara bryła o obłych kształtach, której łagodny wygląd skojarzył mi się z głośnikami komputerowymi Creative Pebble. Wygląd i nazwa tych ostatnich (pebble to z ang. otoczak) nawiązuje z kolei do japońskich ogrodów skalnych w stylu zen. I to się czuje również w przypadku Bella. Budzik z tradycyjnymi wskazówkami (niebawem ma ukazać się wersja Harmony z cyferblatem w postaci ekranu e-ink) tchnie minimalizmem. U góry dominuje wielofunkcyjne pokrętło-przycisk, główny za pomocą którego ustawimy zarówno poziom podświetlenia tarczy, jak i głośności. Po obu jego stronach umieszczono dwa zrównane z powierzchnią obudowy guziki: ustawień i podświetlenia. Musicie bowiem wiedzieć, że tarcza urządzenia jest iluminowana ciepłym światłem o temperaturze barwowej 2700 K. Z tyłu zaś umieszczono gniazdo USB-C oraz dwa pokrętła: zegara i wskazówki alarmu. To wszystko. I zapewniam, że nic więcej nie potrzeba.

Early morning wake up call*

Jak tu testować budzik? – zastanawiałem się chwilę. Po prostu, usłyszałem siebie. Poczekałem do wieczora i – jak większość użytkowników sprzętu dowolnego rodzaju i przeznaczenia nie przeczytawszy instrukcji obsługi – nastawiłem zegarek na poprawną godzinę i ustawiłem wskazówkę alarmu na szóstą. Przy okazji złapałem się na tym (swoją drogą jak łatwo zapomina się o tym, co było), że budzik nastawiony (i niewyłączony) na jakąkolwiek godzinę będzie dzwonił dwa razy na dobę, czyli w moim przypadku o 18.00. Pogmerałem jeszcze chwilę przy ustawieniach „melodyjek", których jest 10. Celowo użyłem cudzysłowu, gdyż są tam m.in. dźwięki szemrzącego strumyka i lasu, które z jednej strony trudno uznać za melodie, choć z drugiej... dlaczego nie? Mimo że kusiły mnie misy tybetańskie wybrałem dzwonki koshi, które brzmią tak jak bym grał własnymi wyciągniętymi z szuflady. I tutaj uwaga: wbudowany głośnik jest bardzo wysokiej jakości, co od razu rzuca się w uszy. Nie jest to byle brzęczyk czy piezoelektryczny pipek, lecz porządne – jak na tego typu gadżet – źródło dźwięku. Dostosowałem jasność podświetlenia cyferblatu, postawiłem budzik wyposażony w dyskretną gumowaną stopkę na szafce nocnej zwanej na południu Polski nakastlikiem, umyłem zęby i poszedłem spać.

O szóstej rano następnego dnia obudził mnie strumień światła świecący prosto w moją twarz. Otworzyłem oczy. Jasność i cisza. Dopiero po minucie uruchomił się alarm. I to narastająco, powoli, zwiększając natężenie odtwarzanej melodii. Jakże byłem wdzięczy, że ktoś pomyślał o delikatności porannej pobudki. Z tej wdzięczności, uprzednio lekko nacisnąwszy duży przycisk zapadłem w drzemkę. Budzik, jak się okazało, uczynił to samo. Drzemaliśmy sobie tak razem przez 10 minut. Obudzony już „na twardo" kolejną porcją dźwięków płynących z miłej dla oka szarej obudowy wdusiłem duży guzik do oporu. Wstałem. Powyższą procedurę powtarzałem kilka dni. I za każdym razem cieszyłem się z subtelności budzenia oraz z tego, że Mudita Bell nikogo oprócz mnie z łóżka nie ściąga.

O energii słów kilka

Nie wiem jak długo budzik działa na jednym załadowaniu akumulatorów litowo-polimerowych o pojemności 2600 mAh (w zestawie jest przewód USB-C -> USB-A, ale bez ładowarki), bo nie byłem w stanie tego sprawdzić, ale do pełna „tankuje się" go w ok. 5 h. Dodam, że producent deklaruje nawet pół roku działania urządzenia z dala od gniazdka. Nie ma obaw przed przegapieniem niekontrolowanego wyczerpania baterii do cna. Bowiem o spadku zasobów energii poniżej 5 proc. tarcza Mudity Bella podczas dowolnej interakcji podświetli się trzykrotnie i zostanie wyemitowany sygnał ostrzegawczy. Nawiasem mówiąc, da się samemu sprawdzić poziom naładowania akumulatora poprzez wciśnięcie dużego przycisku na dwie sekundy. Oczywiście wykonałem powyższą czynność i dzięki odczytaniu kombinacji podświetlenia cyferblatu i wygenerowanego dźwięku dowiedziałem się (dopiero w tym przypadku zajrzałem do książeczki z instrukcjami), że testowany gadżet ma jeszcze 5–50 proc. zasobów energii elektrycznej. Informacja mało precyzyjna, ale lepsza taka niż żadna.

Ale po co budzik?

Jest przecież telefon, może ktoś argumentować. Owszem, ale wiecie jaka to przyjemność, kiedy kładziecie się do łóżka bez smartfonu? Nie zastanawiacie się wtedy czy przełączyliście telefon w tryb samolotowy, czy zostawiliście włączony Bluetooth czy Wi-Fi. Nie myślicie też czy ktoś zadzwoni w środku nocy. Zamiast tego rankiem obudzi was ciepłe światło lub przyjemny dla uszu dźwięk. Sama rozkosz. W dodatku (częściowo) analogowa.

 

Mudita Bell

Cena

269 zł

Dostarczył

www.mudita.com

Dane techniczne

Zegarek/budzik: mechanizm kwarcowy • Wskazówki: analogowe • Sterowanie: pokrętło- przycisk i dwa przyciski na górze, dwa pokrętła godziny i alarmu z tyłu • Wbudowany akumulator: Li-Po 2600 mAh, maks. czas ładowania 5 h, czas pracy 5–6 miesięcy • Inne: przewód USB-C -> USB-A w zestawie, głośnik TDA 3,5 W, 10 melodyjek do wyboru, podświetlenie tarczy światłem o temperaturze 2700 K • Wymiary: 100x104x76 mm • Waga: 257 g

Plusy: solidna i dopracowana konstrukcja • ciepłe światło i wysokiej jakości, łagodne dźwięki • długi czas pracy

Minusy: powolne ładowanie • wysoka cena


* Tytuł utworu zapomnianej już australijskiej grupy nowofalowej Flash and the Pan, w której grał jeden trójki braci Youngów (pozostali dwaj założyli AC/DC).


Adam Chabiński
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto