A A A

Test słuchawek JBL Tour Pro+ TWS

13 lipca 2021, 08:20
Niedawno mój redakcyjny kolega, Grzegorz „krigore” Karaś podczas unboxingu na youtube’owym kanale „PC Formatu” rozpakował najnowsze słuchawki JBL Tour Pro+ TWS zapowiadając ich test. Czy podzielam jego optymizm w kwestii najnowszych „pchełek” JBL-a? Oto i recenzja jeszcze ciepłych dokanałówek.
Test słuchawek JBL Tour Pro+ TWS

Przedsmak (świetny) dobrej zabawy

Po „rozbieranej" premierze na naszym kanale na YT byłem ciekaw, co też JBL w kwestii świeżutkich pchełek ma do pokazania. W końcu wydębiłem od szefa laboratorium testowego coś, na co czekałem. Wyposażone w neodymowy magnes opakowanie stanowiło przedsmak tego, co jest w środku. A tam oprócz ciemnoszarego etui ze słuchawkami znalazłem instrukcję i drobne akcesoria zapakowane w kartonowe pudełeczka: krótki przewód zakończony z jednej strony wtyczką USB-A a z drugiej USB-C, pięć par silikonowych „kapturków" różnych rozmiarów i dwie pary również silikonowych pierścieni (producent nazywa je skrzydełkami stabilizującymi) okalającymi słuchaweczki. Na bogato. I w dodatku bardzo elegancko. Nie inaczej było z etui i słuchawkami. Pękate (w moim odczuciu za bardzo) puzderko w kolorze ciemnoszarym wyposażone w gniazdo ładowania USB-C (jako że zestaw jest zgodny ze standardem Qi, można go ładować bezprzewodowo - duży plus!), przycisk i diodę sygnalizacyjną ma stwarzać na użytkowniku wrażenie obcowania ze sprzętem z górnej półki. I rolę tę spełnia doskonale. Dyskretne, gustowne pchełki solidnie „siedzą" w stacji dokującej dzięki magnesom, co nie przeszkadza, aby je szybko i bez wydłubywania wyciągnąć. Co też uczyniłem i rozpocząłem testy. Co ciekawe JBL Tour Pro+ TWS „zgłosiły się" niemal natychmiast po otwarciu etui, a to dzięki funkcji szybkiego parowania (Fast Pairing) uruchamianej zaraz po otwarciu wieczka.


Ciasne ucho

Znając dobrze właściwości własnych uszu (mała średnica zewnętrznego przewodu słuchowego) bez namysłu założyłem najmniejsze silikonowe końcówki i takież skrzydełka stabilizujące. Zgodnie z zalecaniami producenta obracałem słuchawkami, aby jak najlepiej je dopasować do kształtu wyżłobienia w małżowinie. Męczyłem się i męczyłem. Nie tyle siebie, co małżowiny. Tour Pro + miały tendencję do wypadania. W końcu wziąłem gumowy młotek i wbiłem pchełki w głąb czaszki. Żartuję. Miałem ochotę to zrobić. Trudno było mi bowiem tak umiejscowić sprzęt w uszach, żeby nie wypadał przy byle przechyleniu głowy, a jednocześnie, by nie czuć niepokojącego ucisku od mimo wszystko niezbyt miękkich silikonów. Wiem, że to cecha osobnicza i że w tej sytuacji można salwować się niezastąpionymi piankami Comply, ale gdy ma się do czynienia ze sprzętem z górnej półki, oczekuje się, żeby wszystko było idealne, i to od razu. Koniec końców z wbitymi w uszy słuchawkami sparowałem zestaw zarówno z notebookiem, jak i smartfonem oraz zainstalowałem nową apkę – JBL Headphones.


Granie solo

Tak przygotowany rozpocząłem pierwszy etap zabawy. Włączałem źródła: a to iPhone'a, a to MacBooka. Słuchałem przeróżnej muzyki wiele godzin (nie byłem w stanie wyczerpać akumulatorków) od gitar lo-fi przez jazz na rocku skończywszy. Brzmienie mnie usatysfakcjonowało. Zarówno wysokie, średnie jak i niskie tony okazały się po prostu dobrze. Soprany nie wwiercały się w głąb czaszki, średnica była na swoim miejscu, a basy nie dudniły. Brak dominacji jakichkolwiek częstotliwości poczytuję za duży plus. Gdyby jednak komuś mało było „dołu" czy np. „góry", może sobie w dziecinnie łatwy sposób dopasować cechy odtwarzanej muzyki za pomocą graficznego korektora dźwięku - wystarczy we wspomnianej wyżej apce palcem narysować odpowiednią krzywą i... gotowe.

O ile udało mi się do smartfonu podłączyć drugą parę innych bezprzewodowych słuchawek (i przełączać między nimi), o tyle wielokrotne próby podłączenia JBL Tour Pro+ TWS z dwoma urządzeniami jednocześnie spełzły na niczym. Uhm. Poczułem się nieco zawiedziony, choć „blututowe" możliwości najnowszych pchełek JBL-a uratował fakt, iż mogą one działać w trybie parowania jednej słuchawki.


Gadka szmatka

Po eksperymentach z łączeniem i rozłączaniem za pomocą Sinozębego (wiecie, że podwaliny standardu opracowano w firmie Ericsson i ten rodzaj łączności nazwano przydomkiem duńskiego króla Haralda, który w X w. jednoczył zwaśnione rody?) przyszedł czas na rozmowy telefoniczne i korzystanie z dobrodziejstw systemów ASC (Ambient Sound Control) i ANC (Active Noise Cancelling). I tu miłe zaskoczenie. JBL odrobił bowiem zadanie domowe, jeśli chodzi o mechanizm aktywnej redukcji hałasu, który działa lepiej niż poprzednio - pamiętam bowiem swoje wrażenia sprzed niespełna pół roku, kiedy testowałem JBL Club Pro+ TWS. Teraz jest o wiele lepiej, choć o ile ANC wytłumia dźwięki maszyn i samochodów, o tyle gorzej radzi sobie z ludzkimi głosami. Natomiast ACS, czyli „przepuszczanie dźwięków" czy „podsłuchiwanie otoczenia" sprawdza się bardzo dobrze. Dzieje się tak pewnie za sprawą baterii trzech mikrofonów zainstalowanych w każdej słuchawce.

Wyłączaniu i włączaniu systemów ANC i ACS w apce towarzyszą stosowne komunikaty dźwiękowe (jeden z nich jest błędny!). Poza za pomocą rzeczonej aplikacji sprawdzimy najlepsze ułożenie słuchawek w uszach, ustawimy jeden z trzech trybów pracy modułu Bluetooth (normalny, audio, wideo), odnajdziemy zagubione pchełki (Find my buds), zdefiniujemy gesty do obsługi sprzętu i ustawimy alarm (gdy planujemy pospać lub podrzemać słuchając muzyki, audiobooków czy podcastów).


Jest bardzo dobrze, ale...

Kilka dni intensywnego użytkowania JBL Tour Pro+ TWS pozwoliło mi na oswojenie się ze sprzętem i sprokurowanie podsumowania. Zacznę od uwag. Drobnym, być może subiektywnym, minusem wydaje się niemożność postawienia etui - z powodu półokrągłego dna opakowania. Kolejną wątpliwością (a może tylko przypuszczeniem) jest wrażenie, że słuchawki są niezbyt dobrze wyważone - przez co w moim przypadku miały tendencję do wypadania z uszu (Grześkowi Karasiowi trzymały się jak przyklejone). Trochę zastanawia fakt, że sprzęt współpracuje z asystentami Alexa i Google, ale już nie z Siri. Cóż... Może te dokanałówki nie są dla ajfoniarzy, którzy – niczym dziad do obrazu - lubią pogadać sobie z przedmiotami.

Niezależnie od mankamentów należy pochwalić JBL-a za dopracowanie apki, która w porównaniu do poprzedniej edycji oprogramowania jest ogromnym skokiem do przodu. Żywotność akumulatorów zarówno w pchełkach, jak i stacji dokującej jest świetna. Deklarowane bowiem 32 godziny słuchania muzyki (po trzykrotnym doładowaniu pchełek za pomocą „pudełeczka") to nie w kij dmuchał. Rzecz jasna czas ten ulegnie odpowiednio skróceniu przy włączonej opcji ANC.

Ogromnym plusem jest możliwość bezprzewodowego uzupełnienia energii – za taką możliwość odpowiada zaimplementowany standard Qi. Nie bez znaczenia wydaje się klasa szczelności (IPX4) gwarantująca odporność przed zachlapaniem, co w praktyce może oznaczać możliwość używania słuchawek podczas deszczu. Nawiasem mówiąc, podróżniczy charakter gadżetu sugeruje jego nazwa, nieprawdaż?


JBL Tour Pro+ TWS



Cena



930 zł



Dostarczył



JBL, jbl.com.pl



Dane techniczne



Typ: dokanałowe, stereo • Przetworniki: dynamiczne 6,8 mm, 20-20 000 Hz • Sposób podłączenia: Bluetooth 5.0 • Sterowanie: paneliki dotykowe w każdej słuchawce • Akumulator: 55 mA (słuchawka), 510 mAh (etui), czas ładowania etui 2 h (bezprzewodowo 4 h), czas odtwarzania muzyki do 8 h • Inne: funkcje ANC i ASC, aplikacja towarzysząca, szybkie parowanie, pięć kompletów gumek i dwa komplety nasadek stabilizujących w zestawie • Waga: 7,5 g (każda ze słuchawek) + 56,9 g (etui ładujące)



Plusy: długi czas działania • ładowanie bezprzewodowe • bogate wyposażenie • IPX4



Minusy: niemożność sparowania z dwoma urządzeniami jednocześnie • problemy z umiejscowieniem w małżowinach


 

 

 


Adam Chabiński
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto