A A A

Test słuchawek Jabra Elite 75t, czyli lepiej być (niemal) nie może

3 lutego 2020, 10:50
Ponad pół roku po tym, jak moje małżowiny doznały przyjemności obcowania ze słuchawkami Jabra Elite Active 65t, organ słuchu piszącego te słowa zapoznał się z następcą wspomnianego modelu pchełek – Elite 75t.
Test słuchawek Jabra Elite 75t, czyli lepiej być (niemal) nie może

Tuż przed Mikołajkami do laboratorium testowego PC Formatu trafiły dokanałowe słuchawki bezprzewodowe Jabra Elite 75t. Jeśli słuchawki, to wiadomo, że rednacz musi położyć na nich swoją łapę. W tym przypadku przyłożył ucho, a w zasadzie dwoje uszu.

Dobra zmiana, czyli ergonomia
Zapowiedziane podczas berlińskich targów IFA 2019 wkładki na pierwszy rzut oka przypominają swoje starsze siostry, ale to tak jak porównać Jagnę z „Chłopów" do Maríi Eleny z „Vicky Cristina Barcelona". Nie to, że nie podobała mi się Emilia Krakowska i pociąć bym się dał za Penelope Cruz, ale jakoś bliżej mi do delikatności i lekkości niż do siermięgi i zgrzebła. No właśnie... 75t są lekkie – masę każdej słuchaweczki zmniejszono do 5,5 g (z 6,5 w przypadku prawej i 5,8 g w przypadku lewej – dane dla modelu Elite 65t) i zredukowano objętość o jedną piątą. I zabieg ten widać – z uszu nie wystają już bowiem obszerne czarne ćwieki. Gdyby któremuś z użytkowników poprzednie etui ładujące ciążyło w kieszeni, rzeczone puzderko poddano kuracji odchudzającej – miast 67 g waży teraz 35! Ponadto w przeprojektowanym futeraliku spłaszczono górę i dół – operacja ta spowodowała, że pojemniczek można nie tylko położyć, ale i postawić (prawie tak, jak komuś piwo). Drobnym detalem jest też zmiana sposobu zamykania czarnego, plastikowego pudełka: dość kłopotliwemu w obsłudze zatrzaskowi ustąpił pierwszeństwa magnes neodymowy (brawa dla projektanta!). No i, last but not least, złącze ładowania. Trącące myszką gniazdo mikro USB wymieniono na nowoczesne USB-C (autor!, autor!).

Za tłusto, czyli niezdrowo
Tyle o urodzie, powierzchowności i pierwszym wrażeniu vel zauroczeniu. Wyjmując nówki sztuki ze stacji dokującej nie mogłem ich od razu posłuchać, gdyż słuchawki wymagały natychmiastowej aktualizacji firmware'u. Po zainstalowaniu apki w smartfonie i sparowaniu go ze słuchawkami "baza" pomrugała różnokolorowym światłem przez dobrych dziesięć minut, po czym stosowny komunikat w apce obwieścił gotowość do słuchania.

Przygotowawszy wcześniej zestaw FLAC-ów rozpocząłem dłuuugą sesję z pchełkami w uszach. Niestety, nie dotrzymałem do końca siedmioipółgodzinnego deklarowanego przez producenta czasu pracy na jednym ładowaniu (w pełni naładowane etui zapewnia aż 28 godzin łącznego czasu słuchania muzyki) i to bynajmniej nie z powodu uwierania czy poczucia ucisku w kanałach usznych. Elite 75t są bowiem naprawdę wygodne. Powodem, dla którego przerwałem test był przepotężny – według mnie niekontrolowany – bas. Nie wiem, może Jabra ma w odwodzie biznes aparatów słuchowych?

W obniżeniu poziomu niskich tonów do akceptowalnego poziomu nie pomógł nawet graficzny korektor dźwięku w apce Sound+. Mimo że nie słuchałem zbasowanej i gęstej muzyki, słuchaweczki odebrały mi poważną część radości, którą początkowo miałem. Dla osób o w miarę delikatnych elementach ucha środkowego kopnięcie basu jest naprawdę trudne do zaakceptowania. Być może użytkownicy poprzednich modeli pod siedzibą Jabry krzyczeli „więcej czadu!" i inżynierowie firmy przychylili się do wołań tłuszczy. Tak więc, jeśli ktoś nie dba o bębenki i preferuje słuchanie faktycznie „tłustych beatów", jak mówi moja znajoma DJ Ane, powinien być zadowolony. Kończąc pastwienie się nad przytłaczającymi basami, dorzucę tylko, że model 65t pod tym względem był zdecydowanie bardziej zbalansowany i neutralny (swoją drogą... ciekawe, czy konstruktorzy poprawili charakterystykę w modelu 75t Active?).

Wodospad i wentylator
Abstrahując od przewalonych basów (a miałem już się nie znęcać...) „siedemdziesiątki piątki te" spisują się niemal doskonale – zestaw można sparować z dwoma urządzeniami jednocześnie (podobnie jak model 65t) a podłączyć, skojarzyć aż z ośmioma. Dzięki świetnej konstrukcji i możliwości dopasowania silikonowych kapturków (w trzech rozmiarach), bardzo dobrze w sposób bierny tłumią zewnętrzny hałas.


Można sobie również zagłuszyć hałas, odtwarzając szum tła w postaci wodospadu, dźwięku wentylatora, odgłosów nurkowania itepe. Jeśli zaś poziom lenistwa osiągnął w nas apogeum i nie chce nam się wyciągać słuchawek z uszu, a chcielibyśmy pogadać, to wystarczy w apce Sound+ włączyć i ustawić poziom przepuszczalności dźwięków otoczenia (po angielsku zgrabne dwa słowa: hear through). O jakość rozmowy zadbają umieszczone w pchełkach cztery mikrofony, które odfiltrowują niepożądane szumy i dźwięki.


Kolejnymi plusami są odporność na wodę i kurz (klasa szczelności – IP55), autopauza (zatrzymanie muzyki po wyciągnięciu słuchawek z uszu) oraz to, że jedynie kwadrans ładowania zapewnia godzinę grania (iście częstochowski rym zamierzony).
Drobnostkami, które mogą przeszkadzać w użytkowaniu są artefakty i trzaski w słuchawkach pojawiające się podczas zmiany charakterystyki odtwarzanego dźwięku za pomocą korektora graficznego w apce (nawet po dwóch aktualizacjach firmware'u!) oraz wysoka cena zestawu – 800 zł. Poza tym (i nieszczęsnym basem) wszystko gra!

Dane techniczne i ocena

Typ: dokanałowe, stereo, bezprzewodowe

Sposób podłączenia: Bluetooth 5.0

Przetworniki: 6 mm, 20 Hz - 20 kHz

Sterowanie: głośność, przepuszczanie dźwięków otoczenia, przewijanie i pauza

Sterowanie głosem: (zależne od systemu w smartfonie)

Waga: 11 g (lewa, prawa - 5,5 g), łącznie z etui - 35 g

Cena: 800 zł

Ocena: 4,53

 

 


Adam Chabiński
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto