A A A

Znetfliksujmy się, czyli jak technika zmienia nasz język

Spróbuj powiedzieć komuś, kto nigdy nie trzymał telefonu z tarczą wykręć numer? Katarzyna Bielińska

Starożytni mieli gliniane i kamienne tabliczki; w biurach czasów rewolucji przemysłowej luźne dokumenty trzymało się w biurkach wypełnionych szufladami i teczkami, zaś pracownicy XX wieku do trzymania papierów używali segregatorów wkładanych do szafek. To skromne z wyglądu rozwiązanie okazało się niezwykle praktyczne i przyczyniło się do zmiany paradygmatu przechowywania informacji. A dziś? Dziś królują komputerowe pliki, katalogi (systemy plików) i foldery. Nierzadko w chmurze. Jak wiele innych koncepcji komputerowych, zostały one przeniesione do świata cyfrowego ze świata rzeczywistego. Świetnym przykładem jest kosz, do którego trafiają usunięte zasoby, a który jest niczym innym jak wirtualną wersją kosza na śmieci, jakim posługujemy się w prawdziwym życiu.

Ewolucja języka internetu

Wyszukują, nie porządkują

Ponieważ jednak kosze na śmieci są nadal używane, pojęcie to nie jest obce najmłodszym użytkownikom internetu. Nieco inaczej jest z plikami, katalogami i folderami. Monica Chin, dziennikarka serwisu „The Verge”, po wielu rozmowach z nauczycielami akademickimi, doszła do wniosku, że współcześni studenci nie do końca rozumieją te pojęcia, a często nawet ich nie znają. Któregoś dnia Lincoln Colling, wykładowca na wydziale psychologii Uniwersytetu Sussex, polecił swoim studentom, aby otworzyli plik z określonego katalogu. Spotkało go puste spojrzenie. Na forum dla nauczycieli informatyki Barry Brown dzielił się z innymi wykładowcami swoimi doświadczeniami: „Niedawno na zajęciach z wprowadzenia do informatyki ktoś zapytał mnie: co to jest plik? (…) Dzisiejsi studenci wierzą (i słusznie), że plik jest ikoną w folderze lub na Pulpicie. Mają niejasne pojęcie, że istnieją pliki obrazów (GIF, JPEG, PSD itp.), pliki muzyczne (MP3, WAV), pliki dokumentów, arkuszy i prezentacji (docx, pptx, xlsx itp.), a może nawet pliki HTML. Ale nie bardzo wiedzą czym są foldery ani katalogi. Powód jest oczywisty. Organizacja pracy, zgodnie z którą zapisujemy plik w folderze „Pobrane”, „Pulpit” lub „Dokumenty”, a te z kolei mieszczą się w folderze „Ten komputer” jest naturalna dla pokolenia pamiętającego czasy dyskietek.


Dla osób, które są równolatkami Google’a, a więc urodziły się pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, bardziej intuicyjna jest funkcja wyszukiwania informacji, a nie segregowania ich w zmyślne struktury hierarchiczne. Od wielu lat każdy wyobrażalny interfejs zawiera w sobie funkcję wyszukiwania, więc dzisiejsi studenci nigdy potrzebowali do pracy folderów ani katalogów. Analogia szafki na akta, tak czytelna dla dzisiejszych profesorów, na nic się przyda pokoleniom, które spędziły lata licealne na przechowywaniu dokumentów w OneDrivie i Dropboksie, a nie w przestrzeniach świata realnego. Platformy społecznościowe tak chętnie odwiedzane przez młode osoby umieszczają dane w morzu treści (świetnym przykładem jest główny kanał z wiadomościami Facebooka), a nie organizują ich w określoną hierarchię.

Ewolucja języka internetu

Sieciomowa, którą każdy rozumie

Trudno się dziwić maślanym oczom, które pojawiają się na dźwięk słów: katalog, plik, folder. Taka sama reakcja spotka nas na słowa rzucone w czyjąś stronę na pożegnanie: „Wykręcisz do mnie?!” Dla pokolenia, które nie pamięta już klasycznych telefonów z tarczą numerową (od lat dziewięćdziesiątych XX wieku zastępowanych z powodzeniem przez klawiaturą numeryczną) – to zdanie brzmi jak zwrot z języka Suahili.


Język to żywe zjawisko, które wciąż się zmienia. Każde pokolenie wnosi do niego coś nowego, ale też porzuca pewne jego formy. Wraz z postępem technicznym, giną słowa i zwroty, bo nie ma już potrzeby ich używania. W sposób naturalny pojawiają się nowe. Nowe środki komunikacji i zjawiska niosą potrzebę wyrażania ich nowym językiem, co David Crystal, profesor z Uniwersytetu Walijskiego, nazwał sieciomową (netspeak). W 2013 roku ten znany lingwista podczas jednego z wykładów podkreślał, że „zdecydowana większość języka angielskiego jest dziś dokładnie taka sama, jak 20 lat temu”. Zebrane przez niego dane wskazywały, że nawet komunikacja elektroniczna nie różni się zbytnio: „Mniej więcej dziewięćdziesiąt procent języka, którego używasz w tekście, to standardowy angielski, a przynajmniej twój lokalny dialekt”. To dlatego jeszcze osiem lat temu wciąż mogliśmy przeczytać XVIII-wieczny zapis przemówienia Jerzego Waszyngtona do swoich żołnierzy i zrozumieć je w całości, a ówcześni dziadkowie nie potrzebowali tłumacza, gdy wysyłali e-maile do wnuków.

Znetfliksujmy się

A dziś? W świecie, w którym na co dzień rozmawiamy z napędzanymi algorytmami Google Home lub Aleksą czy Siri, w języku wiele się zmieniło. I nie wszyscy postrzegają te zmiany jako pozytywne. Wręcz przeciwnie – rozwój techniki, a przede wszystkim nasza przesiadka do środowiska internetu, językowych purystów przyprawia o solidny ból głowy. Ich długotrwała migrena zaczęła się już od pojawienia skrótowców (akronimów), czyli wszelkich wywodzących się z języka angielskiego LOL-ów (laughing out loud – głośny śmiech), THX-ów – (thanks – dziękuję) czy btw-jów (by the way – swoją drogą, przy okazji). Dla naszych dziadków te zbitki wyglądają jak tajne kody i szyfry, a przecież my używamy ich wiele razy każdego dnia. Oprócz skróconych słów i braku interpunkcji internet podarował nam również wzięte żywcem z angielskiego biforki, afterki i challenge (wyzwania).


„Znetfliksujmy się” – usłyszałam ostatnio uroczą zbitkę oznaczającą roszkoszowanie Netfliksem. I właściwie prawie wcale mnie to nie zdziwiło, bo przecież ja też używam czasowników powstałych na bazie słów z komputerowego wokabularza: gdy rzucam do kogoś „wygooglaj sobie” czy – gdy mówię do siebie, że „potrzebuję się zresetować”. Jednak takich kalek z cyfrowego świata strażnicy czystości językowej bardzo nie lubią. Ich tolerancja była na wyczerpaniu już przy SMS-ach, a całkiem zanikła przy emotikonkach i emoji, wyskakujących dziś nie tylko ze smartfonu, ale znacznie częściej z Facebooka, Twittera i reszty social mediów. Ikonki uśmieszków i zwierzątek gwałtowne opanowały cyfrowy język komunikacji z brawurą wkraczając do życia codziennego.


Uśmiechnięte, smutne lub sarkastyczne buźki pojawiają się dziś w komunikatach prasowych, firmowych e-mailach, oficjalnych raportach rządowych (np. raporcie o stanie populacji Stanów Zjednoczonych, w którym Biały Dom użył niemal wyłącznie emoji) czy jako dowody w sprawach sądowych. Sędziowie z powagą rozstrzygają czy wysłana do kogoś ikonka noża może być uznana za groźbę zabójstwa, a serduszko otrzymane od menedżera stanowi dowód molestowania seksualnego.


Dla strażników poprawności języka wszelkie :-) :-( :-O ;-) ];-) po prostu nie są językiem, a już na pewno nie potrafią zachwycić się niesamowitymi kreacjami języka emotikon. A szkoda – bo funkcja emotek umieszczanych w komunikacji pisemnej jest taka sama jak tradycyjnych znaków interpunkcyjnych: to sposób na upiększanie, rozwijanie i wyposażanie języka pisanego i przekazywanie w nim rzeczy, których same litery po prostu przekazać nie mogą.

E

Fascynujący związek

Kiedy w temat wpływu technologii na język zagłębimy się bardziej dostrzeżemy, że te dwa światy – język i technologia – nie tylko na siebie wpływają, ale przede wszystkim uzupełniają się nawzajem w dziwny i piękny sposób. Wystarczy spojrzeć na tylko jeden z aspektów tego fascynującego związku: wiele z pozornie nowych słów, których zaczęliśmy używać jako nazw dla zjawisk techniki, w rzeczywistości wcale nie są „nowe”. „Android” to pojęcie znane już od XVIII wieku, pochodzące jeszcze z czasów, gdy w Szwajcarii panował kult zegarów. „Awatar” jest jeszcze starszy: nazwa ta pochodzi od sanskryckiego słowa avatāra, oznaczającego w hinduizmie wcielenie bóstwa, które zstępuje z nieba na Ziemię w postaci śmiertelnej – ludzkiej, zwierzęcej lub mieszanej, o czym pisze m.in. Jacek Dukaj w książce „Po piśmie”. Z kolei słowo „robot” zawdzięczamy czeskiemu pisarzowi Karelowi Čapkowi, który użył go w sztuce „R.U.R.”, wystawionej w 1921 r., i opowiadającej o niechętnych ludzkości niewolnikach.

Pojęcie „fake news” to również żaden news – po raz pierwszy bowiem pojawiło się w amerykańskiej gazecie już w XIX w. Pojęcie „dron”, zanim zostało zaanektowane jako nazwa zdalnie sterowanego statku powietrznego, oznaczało ciągły, niski i buczący dźwięk. Podobnie było ze „spamem” – jedna z najbardziej niepożądanych czynności w internecie swoją nazwę zawdzięcza mielonce wieprzowej w konserwie o nazwie Shoulder Pork and Ham (skrót to SPAM), sprzedawanej do dziś.


Ewolucja języka internetu



Zanim za wszelkie mniej lub bardziej udane językowe potworki obwinimy technikę, pomyślmy, że pisanie samo w sobie jest techniką. W momencie gdy nasi przodkowie po raz pierwszy zaczęli grawerować ściany jaskini, podarowali sobie (i całej ludzkości) metodę na przechwytywanie efemerycznych dźwięków, które pojawiały się i znikały w powietrzu, i przekazywanie ich w sposób, który przetrwał wieki. Mijały setki lat, a dłuta przekształciły się w pióra, te z kolei w maszyny do pisania.

Pojawienie się prasy drukarskiej w 1440 r. wpłynęło na język jeszcze bardziej – dzięki niej pojawiły się graficzne kontrasty (takie jak np. pogrubienie czy kursywa), wielkie i małe litery (nazwane tak od fizycznych skrzynek, w których litery były przechowywane – wielkie litery w „górnej” części koperty, małe litery w „dolnej” części) czy nowe formy interpunkcji, takie jak np. uroczy interrobang (‽), dziś przedstawiany jako nijakie „!?”. Dzisiejsza internetowa nowomowa to po prostu kolejny krok w ewolucji języka. Więc wychilloutujmy się :-)

Bibliografia

Emmy Favilla, How the internet changed the way we write – and what to do about it, serwis internetowy magazynu „The Guardian”, [dostęp: 15.10]
Nick Beaumont, The impact of technology on the words we use, serwis internetowy Uniwerystetu w Harvardzie, [dostęp: 15.10]
Jesika Gomes, Language Change: The Impact of Digital Technology, serwis internetowy Blogs2018.buprojects.uk, [dostęp: 15.10]
Marika Naskręt, Wpływ internetu na współczesną polszczyznę – czy jesteśmy pokoleniem XD?, serwis internetowy Polszczyzna.pl, [dostęp: 15.10]
Maria Bartosińska, Jak technologia zmienia nasz język?, serwis internetowy Instytutu Spraw Obywatelskich, [dostęp: 15.10]


Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Artykuły z wydań

  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010
  • 2009
  • 2008
  • 2007
Zawartość aktualnego numeru

aktualny numer powiększ okładkę Wybrane artykuły z PC Format 6/2021
Przejdź do innych artykułów
płyta powiększ płytę
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto