A A A

I tak śledzą, i tak...

27 lipca 2019, 09:00 | Czytany 273
Wiecie co to webXray? Nie, to nie jest serwis internetowy, który rozpoznaje zmiany w ludzkim ciele na podstawie wysłanych zdjęć rentgenowskich.
I tak śledzą, i tak...

Pewnego wieczoru Jack postanawia obejrzeć porno na swoim laptopie. Włączając tryb incognito w przeglądarce, zakłada, że jego działania w internecie są anonimowe. Przewija komunikat dotyczący polityki prywatności. Ponownie zakłada, że jego dane osobowe są dobrze chronione. Jack klika na wideo i nie wie, że włączony tryb incognito ogranicza się wyłącznie do niezapisywania historii odwiedzanych witryn. Nie wie również, że serwisy, które odwiedza oraz wszelkie trackery stron trzecich są w stanie obserwować i rejestrować jego aktywność online. Wśród tych trackerów są i takie, które na podstawie adresów URL stron, które odwiedza Jack wnioskują o preferencjach seksualnych. Mogą również wykorzystać te informacje w celach marketingowych lub do profilowania konsumentów. Mogą nawet sprzedawać dane, m.in. na temat Jacka, który nie ma pojęcia, że podczas gdy ogląda filmy dla dorosłych, informacje na jego temat wywędrowują z jego komputera. Jack wyszedł z mylnego założenia, że strony z pornografią będą chronić jego dane, a tryb „incognito" zapewni Jackowi całkowicie poczucie prywatności.


Taką historyjką zaczyna się niezwykle interesująca praca „Tracking sex: The implications of widespread sexual dataleakage and tracking on porn websites", co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Namierzanie pornografii: implikacje przekazywania treści o tematyce seksualnej i mechanizmów śledzenia na stronach pornograficznych". Jej współautorem jest Timothy Libert – naukowiec Uniwersytetu Carnegie Mellon. Ów specjalista zajmujący się prywatnością i bezpieczeństwem internetowym jest zarazem autorem narzędzia dla Ubuntu i macOS-a, które analizuje strony WWW pod kątem umieszczonych nań mechanizmów śledzących – webXray.


Wspomniany Libert wraz z dwiema paniami (jedna pracuje w dziale badawczym Microsoftu, druga na Uniwersytecie Pensylwanii) przeanalizowali za pomocą rzeczonego narzędzia niemal 22,5 tysiąca stron o tematyce wiecie jakiej... Trójka badaczy stwierdziła, że śledzenie osób odwiedzających różowe witrynki jest powszechne – 93 proc. miejsc z roznegliżowanymi paniami i panami w dziwacznych pozach przesyła podmiotom trzecim pozyskane dane na temat swoich gości. I tak trackery należące do Google'a, Oracle'a i Facebooka pojawiały się odpowiednio na 74, 24 i 10 proc. stron porno. Nawiasem pisząc, casus Facebooka jest nad wyraz ciekawy, gdyż na społecznościówce Zuckera nie można umieszczać treści z nagością ani tym bardziej pornografią. Podobnie jest Google'em, który pilnuje, żeby jego kampanie reklamowe nie ukazywały się w witrynach zawierających treści dla dorosłych.


Naukowcy ostrzegają, że to bardzo niepokojące zjawisko, gdyż wyciekające informacje mogą być danymi wrażliwymi. Jak wynika z powyższych badań 45 proc. adresów URL witryn z treściami pornograficznymi wskazuje na naturę oglądanych treści, co potencjalnie może ujawniać czyjeś preferencje seksualne. Może to być szczególnie ryzykowne w krajach, w których homoseksualizm jest nielegalny lub gdy dane dotyczą orientacji seksualnej osoby publicznej.

No to od dziś wszyscy grzeszni grzeczni?


Tagi: pornografia
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto