A A A

Wojny dronów

23 stycznia 2015, 09:10 | Czytany 17248
Parę dekad temu świat emocjonował się gwiezdnymi wojnami, i nie mam tu na myśli filmu. Z czasem jednak technologia poszła do przodu a pewne rzeczy spowszedniały. Dziś doszło do tego, że wojny w kosmosie nikogo nie interesują. No, bo i po co, kiedy za oknem, na własnym podwórku możemy rozpętać własną, małą, najprawdziwszą wojnę.
Wojny dronów

Aby rozpocząć prywatną wojnę niezbędne jest kilka elementów:

  • Pierwszy to ciekawość przechodząca we wścibstwo, oraz chęć podglądania, kontrolowania, dokuczania innym. To mamy od wieków, bo jest to cecha wpisana na stałe w ludzki charakter.
  • Kolejny to dron. Dron, czyli małe latające coś wyposażone w cztery lub więcej wirniki, sterowane zdalnie przez operatora. Do wielu dronów można podczepić kamerę i nagrywać lub nawet przekazywać na żywo obraz. Drony to jeden z hitów tegorocznych targów CES i lada chwila możemy spodziewać się wysypu tych urządzeń na rynku. O dronach zresztą za chwilę.
  • Ostatnim elementem jakiego potrzebujemy to odpowiednie zapisy w prawie, lub paradoksalnie ich brak. To też już mamy, albo niedługo się doczekamy.

 

O co w tym wszystkim chodzi? Drony - małe bezzałogowe obiekty latające to nie tylko wojskowa zabawka, która pozwala oszczędzić życie pilotów. To także doskonały gadżet do zastosowań cywilnych. Amazon wszak od jakiegoś czasu przymierza się do wprowadzenia szybkich dostaw swoich produktów właśnie za pomocą dronów.

 

 

Drony to także idealne urządzenia do filmowania. Wyobraźmy sobie właściciela kamery Go Pro zjeżdżającego na nartach, lub lepiej na snowboardzie, żeby miał wolne ręce. Może on umieścić kamerę na kasku, film wyjdzie całkiem ok (z perspektywy zjeżdżającego), ale bohater pozostanie w zasadzie niewidoczny. Dużo lepszym rozwiązaniem jest specjalny kijek, jednak wtedy amator snowboardu wygląda na filmie jak niemota, która nie umie jeździć i musi się czegoś trzymać. Lepszym rozwiązaniem jest rotor. Film wychodzi ciekawy, ale człowiek wzbudza niezdrowe zainteresowanie, bo wygląda jak skrzyżowanie helikoptera z marsjaninem.

Jeżeli jednak zastosujemy drona, który będzie podążał za czujnikiem znajdującym się w kieszeni właściciela - wówczas taki film ze zjazdu będzie porównywalny z tym jaki nakręciłaby cała ekipa filmowa.

Rzecz jasna nie tylko grzeczni chłopcy korzystają z dronów. Uszczelnianie granicy USA/Meksyk, przez którą szmuglowane są tony narkotyków sprawia, że dealerzy sięgają po coraz bardziej wyrafinowane środki techniczne. Dowodem na to może być zdjęcie zepsutego drona, który 21 stycznia spadł w miasteczku położonym niedaleko granicy. Jego ładunkiem było ok 2,7 kg metaamfetaminy. Ten sposób szmuglowania narkotyków staje się coraz popularniejszy. Policja już 2012 roku wykryła ponad 150 takich prób.

Aktualnie na Allegro można kupić drona już od 60 zł za małą zabawkę mieszcząca się w dłoni. Za 150 zł kupimy coś, co uniesie kamerę, a za 200 zł drona wyposażonego w prostą kamerę. Super profesjonalny i najdroższy z dostępnych modeli kosztuje 16 tys. zł. Rozpiętość cenowa pokazuje jak bogata jest oferta rynkowa. Pojawiają się też jak grzyby po deszczu firmy, które oferują usługi  typu filmowanie z powietrza (np. Dronimy.pl).

Wszystko to jest bardzo fajne, ale pojawiają się dwa problemy. Pierwszy to taki, że wkrótce nasze niebo zaroi się od latających zabawek i prędzej czy później któraś z nich spadnie komuś na głowę czy wyrządzi inną szkodę. W dość radykalny sposób poradzili sobie z tym w USA, gdzie FAA (Agencja Lotnictwa Cywilnego) doszła do wniosku, że lawinowo wzrastająca ilość dronów stanowi zagrożenie dla ruchu powietrznego i zamierza przeforsować ustawę w myśl której komercyjne kierowanie dronami wymagać będzie licencji podobnej do licencji pilota. Bez licencji można kierować dronami tylko w dzień, do wysokości 122 metrów i z dala od lotnisk i znajdujących się w powietrzu samolotów i helikopterów.

W Polsce, co ciekawe mamy gotowe przepisy na podobną okoliczność, ale pochodzą one z 2002 roku i wypadałoby je uaktualnić, tak aby odpowiadały zmieniającej się rzeczywistości, gdzie mnóstwo dronów trafia w ręce prywatne. Teoretycznie do lotów innych niż sportowe i rekreacyjne wymagana jest licencja. Tu ważna informacja - jeżeli dron ma kamerę i rejestruje obraz istnieje domniemanie, że jest to użytek komercyjny i automatycznie wymagana jest licencja. Licencję (196 zł) czyli certyfikat UAVO (operatora bezzałogowego statku powietrznego) można dostać na odpowiednią kategorię wagową drona i rodzaj lotów (tu rozróżnia się dwa przypadki - czy dron pozostaje w zasięgu wzroku operatora, czy nie) - Uavo.com.pl.

Drugi problem wiąże się z wykorzystywaniem dronów. Bo czyż nie jest oczywiste, że co najmniej połowa tych urządzeń znajdujących się w prywatnych rękach będzie służyła do podglądania sąsiadów czy celebrytów, śledzenia ich i szpiegowania, oraz dręczenia i robienia żartów postronnym ludziom. A co wtedy z naszą prywatnością? Czy prawo zezwala podlatywać dronem do okien cudzego domu i nagrywać co robi jego właściciel?

W ciekawy sposób podeszli do tego mieszkańcy amerykańskiego Deer Trail w Denver. Władze tej niewielkiej miejscowości głosowały (projekt uchwały ostatecznie nie został przyjęty) nad przepisami, które uczynią z dronów odpowiednik zwierzyny łownej do której można legalnie strzelać po wykupieniu licencji. W sumie nie był to wcale taki zły pomysł, aby w świetle prawa legalnie móc zniszczyć szpiegującą maszynę.

I tu właśnie przechodzimy do zapowiadanej na początku tego artykułu wojny dronów. Jeżeli sąsiad szpieguje nas swoim dronem, to czy nie możemy podlecieć do niego swoim i delikatnie go odepchnąć, albo mniej delikatnie, po prostu zrzucić na ziemię. Powstał już nawet genialny w swojej prostocie projekt drona do walki z innymi dronami. Rapere to dron ze zwisającą linką, która ma się wkręcać w wirnik wrogiego drona. Po unieruchomieniu wirnika, dron traci stabilność i spada lub musi uciekać z pola walki.

Lada chwila powstaną więc drony z zabezpieczonymi wirnikami a po nich lepsze systemy do walki z nimi (czy macie pojęcie jak niebezpieczną i skuteczną bronią jest dobra proca?). A że drony cały czas  tanieją i stają się coraz lepsze, a filmowanie jest w modzie, zaś podglądanie mamy w naturze, to widok walczących ze sobą dronów wcale nie jest wizją science fiction, tylko czymś co stanie się czymś całkiem zwyczajnym i to znacznie szybciej niż byśmy sobie tego życzyli.

Zdjęcie główne pochodzi ze źródła: ©123RF/PICSEL


Tagi: gadżety, dron
Ocena:
Oceń:
Komentarze (1)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
avatar
homar
24 stycznia 2015, 19:04
Jak zobaczyłem ten filmik z dostawą Amazona, to przypomniały mi się zwrotne butelki szklane na mleko z okresu komuny.
Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto