A A A

Huawei Mate 40 Pro – test smartfona

10 listopada 2020, 18:40
Mimo kłód rzucanych mu pod nogi przez amerykański rząd, Hauwei ani myśli się poddawać. Ostatnim owocem walki z przeciwnościami jest kolejny flagowiec – Mate 40 Pro. Sprzętowo to smartfon światowej klasy. W kwestii oprogramowania zaś – przynajmniej w Europie – producentowi zostało jeszcze trochę do zrobienia. Postępy jednak są tak czy inaczej oszałamiające.
Huawei Mate 40 Pro – test smartfona

Topowy model

Linia smartfonów Mate to oprócz urządzeń oznaczonych literą P oczko w głowie, by nie powiedzieć: klejnot w koronie sprzętu produkowanego przez Huawei. Od paru już lat do aparatów z obydwu grup trafiają najlepsze podzespoły, same urządzenia zaś bezsprzecznie przyciągają uwagę użytkowników, wzbudzając zachwyt możliwościami. Nie inaczej jest i tym razem – no, przynajmniej w warstwie sprzętowej.

Sercem telefonu jest procesor Kirin 9000. To układ opracowany w procesie technologicznym 5 nm z grafiką Mali-G78. Tandem ten zapewnia wydajność na najwyższym poziomie. W teście Antutu smartfon osiąga ponad 680 tys. punktów. Rzecz jasna tak wysoki wynik nie byłby możliwy bez 8 GB pamięci RAM i 256 GB wydajnego flasha – nie zmienia to jednak faktu, że Mate 40 Pro należy do ścisłej czołówki i w codziennym użytkowaniu ani razu nie sprawił mi choćby najmniejszych kłopotów i nie poddał w wątpliwość zwracanych przez benchmarki osiągów.


3DMark Ice Storm Unlimited: 56 591
Antutu Benchmark: 681 112
GeekBench 5: 908/3225

Wrażenia obcowania ze sprzętem z najwyższej półki dopełnia także ekran. To AMOLED odświeżany z częstotliwością 90 Hz. Dlaczego nie 120 Hz? Hauwei tłumaczy to faktem, że w ten sposób znalazł kompromis między wrażeniami z użytkowania a poborem mocy. Mnie takie tłumaczenie odpowiada: wydajność baterii nie pozostawia pola do narzekań, o czym za chwilę, a sprzęt tak czy inaczej sprawia wrażenie produktu premium. Spora w tym zasługa „zawiniętych” krawędzi wyświetlacza. Wyglądają zjawiskowo, trzeba się jednak trochę do nich przyzwyczaić: ekran wręcz „wypływa” poza obrys wyświetlacza, do którego człowiek nawykł w przypadku bardziej tradycyjnych konstrukcji.

Obrazu dopracowanej konstrukcji dopełniają akcenty: a to przybornik z najczęściej uruchamianymi programami, a to znów wywoływany podwójnym stuknięciem w lewą krawędź suwak głośności, który – oprócz tradycyjnych przycisków po stronie prawej – pozwala dostosować poziom docierających do uszu decybeli. Przede wszystkim cieszy jednak możliwość uruchomienia do trzech aplikacji jednocześnie: dwóch na podzielonym ekranie, trzeciej zaś w pływającej ramce. Telefon z taką wielozadaniowością radzi sobie bez najmniejszego problemu.

Huawei Mate 40 Pro

Złego słowa nie mogę powiedzieć również na akumulator. Wytrzymuje do 20 godzin oglądania filmów, cały dzień typowego użytkowania z przeglądaniem sieci, a także lekko ponad 4 godziny grania. Co ciekawe, w tym ostatnim przypadku nie nagrzewa się mocno. Grając w PUBG, byłem w stanie bez uczucia dyskomfortu oddawać się długim sesjom. Ładowanie? Ścisła czołówka! Dzięki szybkiej ładowarce 66 W baterię do pełna „zatankujemy” w ok. 40 minut. Ponadto mamy do dyspozycji ładowanie bezprzewodowe 50 W oraz indukcyjne ładowanie zwrotne, co przyda się przy doładowaniu np. zegarka smart.


Możliwości fotograficzne

Tym, co bezsprzecznie budzi zachwyt, są możliwości fotograficzne. Co tu dużo mówić: Mate 40 Pro należy zaliczyć do najlepszych modeli na świecie. Telefon wyposażono w aparat składający się z obiektywu 50 Mpix, któremu partnerują szerokokątny 20 Mpix oraz moduł tele 12 Mpix o pięciokrotnym powiększeniu optycznym. Ogółem mamy do dyspozycji 10-krotny zoom hybrydowy oraz 50-krotny zoom cyfrowy.

Zacznijmy od końca: maksymalne powiększenie rzecz jasna należy traktować jako gadżet – tak duże przybliżenie powoduje, że obraz staje się niewyraźny, a jakość zauważalnie spada. Wciąż jednak może się przydać: dzięki niemu „upolujemy” znacznie oddalony obiekt, np. na horyzoncie – co prawda bardziej dla własnej satysfakcji niż dla wartościowej fotografii, ale zawsze. Podczas testów udało mi się jednak znaleźć również praktyczne zastosowanie tego „bajeru” – odczytywanie tablic rozkładów jazdy komunikacji miejskiej z drugiego końca ulicy. Oczywiście w tym miejscu trochę żartuję, jednak nie zmienia to faktu, że jak pohamujemy ambicje i zrezygnujemy z cyfrowego powiększania, to okaże się, że fotki mogą ucieszyć detalami nawet przy znacznym przybliżeniu, rzędu x5–x8. „Dyszka” jest już na granicy możliwości. Nawiasem mówiąc, zoom w zakresie x2–x4 bardzo dobrze sprawdza się również w roli doraźnego makra – aparat chwyta ostrość w na tyle niewielkiej odległości, że możemy np. uchwycić szczegóły odciśnięte na monetach.

W standardowych ujęciach jest wyśmienicie. Fotki są naturalne, detale zaś wyraźne. Cieszy, że Huawei nie dał się tak do końca porwać modzie na „podkręcanie” kolorów, które tutaj są na ogół dość stonowane – do tego stopnia, że na tle „instagramowego” podejścia konkurencji niektóre wydają się wręcz blade.

Huawei Mate 40 Pro

Prawdziwy pazur Mate 40 Pro pokazuje jednak wraz z pogarszaniem się warunków oświetleniowych: ten telefon jest wprost stworzony do zdjęć nocnych. I to niekoniecznie z użyciem specjalnie do tego przeznaczonego trybu: standardowy z ciemnymi ujęciami radzi sobie równie dobrze, pozwalając zapisać ujęcia, o jakich często nawet nie śnilibyśmy w przypadku wielu innych telefonów. Mate 40 Pro bez problemu wyłuska np. detale na ciemnym podwórku – do tego stopnia, że obiekty zarejestrowane na fotografii będę wyglądać lepiej niż gdy się prezentowały gołym okiem w chwili robienia zdjęcia. Trzeba jednak uważać, szczególnie już podczas korzystania z trybu nocnego na ostrość. Telefon co prawda błyskawicznie dostraja scenę, jednak równocześnie ma tendencję do częstszego rozmazywania fotografii, gdy światła jest mało.

Cieszą również możliwości wideo. Rejestrujemy materiał w rozdzielczości 4K i 60 fps. Smartfon potrafi przy tym automatycznie śledzić nagrywany na wideo obiekt, możemy też włączyć redukcję drgań, a gdy wybierzemy mniejszą rozdzielczość lub klatkaż – dodatkowe efekty, w zależności od możliwości, które wtedy się pojawiają. Nie zabrakło specjalnych trybów, jak choćby jednoczesnego nagrywania obrazu z obydwu kamer, czyli z przodu i z tyłu (wymarzona rzecz do rejestrowania imprez rodzinnych!), a także zwolnionego tempa. Tutaj, jeśli tylko jesteśmy w stanie pogodzić się z rozdzielczością 720p, to będziemy mogli zapisywać krótkie klipy, gdzie na sekundę nagrania przypadnie aż 3840 klatek – a przy takiej prędkości przygodą już staje się zwykłe zapalanie zapalniczki i obserwowanie na powtórkach, jak ten proces przebiega. Dla Full HD z kolei maksimum to 480 kl./s w przypadku tylnej kamery, a gdy uruchomimy przednią – 240 kl./s.


Bez usług Google’a

Choć pewnie wszyscy zdają sobie sprawę, jak wygląda sytuacja Huawei, dla porządku warto przypomnieć: koncern został oskarżony przez USA o współpracę z chińskim rządem i przekazywanie na jego rzecz informacji zdobywanych wskutek prowadzonej działalności gospodarczej – co poskutkowało nałożeniem embarga na wykorzystywanie amerykańskich technologii. Jego skutkiem jest m.in. odcięcie produktów Huawei od usług Google’a. Co w przypadku telefonów komórkowych jest nader bolesne i sprawia, że użytkując nowe smartfony Huawei, możemy zapomnieć o natywnym dostępie do Google Play, jak i aplikacji Google’a i związanych z nimi usług.

Przyznaję, chciałem przesiąść się w stu procentach na system Huawei i potestować możliwości telefonu tak, jak zrobiłby to człowiek, który kupuje nowy smartfon w salonie i nie ma dla niego alternatywy, a przy okazji – już dla własnej satysfakcji i zaspokojenia ciekawości – przeprowadzić zwyczajny detoks od wszechobecnego Google’a. Niestety, plan bardzo szybko spalił na panewce: mam konto w mBanku i mimo zapowiedzi z maja tego roku, że apka się pojawi w ciągu kilku miesięcy, programu w sklepie Huawei w dalszym ciągu nie ma, co zresztą potwierdziłem kontaktując się z infolinią banku.

Huawei Mate 40 Pro

Równocześnie jednak pracownik banku zaznaczył, że stosowna aplikacja wejdzie do sklepu Huawei 1 grudnia 2020 roku, czyli już za ok. trzy tygodnie – co jest oczywiście miłą niespodzianką. Gdybym testował Mate’a 40 Pro na początku grudnia, być może niniejszy tekst wyglądałby trochę inaczej: kwestia obecności aplikacji bankowej jest dla mnie warunkiem koniecznym do przesiadki na nowy system. Nie zmienia to jednak faktu, że z telefonem tak czy inaczej zostałem na dłużej i starałem się go używać tak, jakby to był mój jedyny smartfon. Szybko okazało się, że z dostępem do aplikacji w sklepie Huawei jest... różnie. Patrząc na nie pod kątem obecności i dostępu, możemy podzielić programy na parę grup. Niektóre są gotowe do pobrania bezpośrednio ze sklepu Huawei AppGallery – czyli w najprostszy możliwy sposób, który nie powinien sprawić kłopotu nikomu. Zupełnie jak w przypadku Google Play: instalujemy i używamy. To jednak nie koniec. Niektórych aplikacji w sklepie nie ma – jednakże w takim wypadku ten ostatni odsyła nas na witryny ich producentów. Tak dzieje się np. w przypadku Facebooka czy Messengera, jak również, gdy próbujemy zainstalować komunikator WhatsApp – programy te są więc dostępne oficjalnie, wymaga to jednak paru kliknięć więcej, w tym wyrażenia zgody na użycie pliku instalacyjnego spoza sklepu Huawei – co tutaj akurat, ze względu na źródło, nie jest niczym strasznym. Może już jednak wzbudzić niepokój użytkowników mniej obeznanych z takimi sposobami instalacji.

W przypadku niektórych innych programów sklep Huawei sprytnie udaje, że dana aplikacja jest dostępna w swej standardowej formie. Wstukując w wyszukiwarkę AppGallery np. nazwę Instagram, zostaniemy przekierowani na wersję rzeczonej apki, która została stworzona w formacie Quick APP i z wykorzystaniem HTML5, a system operacyjny – po kliknięciu w pływające po ekranie menu – zaproponuje nam utworzenie skrótu na pulpicie telefonu. Tak samo stało się, nawiasem mówiąc, gdy szukałem w sklepie Huawei Map Google’a, YouTube’a, jak również aplikacji serwisu Strava. Następuje przekierowanie, my zaś dostajemy dostęp do pożądanego programu. Tyle że tutaj używamy nie tyle aplikacji jako takiej, w tradycyjnej jej formie, co raczej jej zamiennika www. Do którego możemy się zalogować jak w każdym innym przypadku, co odkryłem z niekłamaną przyjemnością, przeglądając w ten sposób YouTube’a. Instalacji jako takiej tu nie ma – ot, dodajemy skrót na pulpicie i gotowe.


Nieobecni i obecni

Niestety, jest też spora grupa programów, których po prostu nie zainstalujemy lub nie użyjemy. Należy do nich – przynajmniej póki co – wspomniana wyżej aplikacja mBanku, ale i, co jest rzeczą oczywistą i dla mnie bolesną, Google Pay. Smakiem musiałem się obejść – przynajmniej początkowo, o czym za chwilę – w przypadku używanego przeze mnie na co dzień w pracy Discorda, który okazał się zupełnie niefunkcjonalny również w formie witryny internetowej. Odczułem też brak Slacka, który jest dla mnie niezastąpionym narzędziem do pogawędek w grach online. Nie odnalazłem również oficjalnej rządowej aplikacji mObywatel, której używam bardzo często w formie zamiennika dla dowodu osobistego. Jeśli chodzi o gry, to próżno szukałem Call of Duty: Mobile, Empires and Puzzles, Pokemon Go i Ingressa – czyli najczęściej używanych przeze mnie tytułów.

Żeby nie było, że tylko narzekam: znalazłem za to JakDojade, BusLive, Bolta i możliwość uruchomienia Ubera – z systemem Huawei na pewno więc nie zginiemy w miejskiej dżungli. Jest 4parents – ale już Librusa, który stał się w czasach szkolno-epidemicznych obowiązkowy, nie znajdziemy. Ruszymy za to na zakupy: popularne portale aukcyjne jak choćby Allegro czy OLX działają bez zarzutu. Zainstalowałem często używany przeze mnie PicsArt, a nawet aplikację mBOK PGNiG do płacenia za gaz, czym byłem szczerze zdumiony, nawiasem mówiąc. Jest Deezer, a pośrednio również Spotify.

Jak widać, część aplikacji odnajdziemy bez kłopotu, części jednak nie ma. Z brakami wśród najbardziej pożądanych tytułów możemy jednak poradzić sobie w inny sposób: mianowicie zainstalować... konkurencję dla Google Play i AppGallery. To np. sklep z aplikacjami Amazonu. Tam przykładowo znalazłem grę PUBG Mobile, której próżno szukałem wśród programów udostępnianych przez natywny hub Huawei. Po zainstalowaniu alternatywnego sklepu mogłem pograć bez problemu – bo PUBG na Mate 40 Pro śmiga jak marzenie. Z Amazonu też pobrałem na komórkę m.in. apkę Steama.

Oczywiście na Amazonie świat się nie kończy. Inne godne polecenia źródła to APKMirror i Aptoide. Ten ostatni rozwiązał zresztą krytyczny wręcz w moim przypadku problem braku aplikacji Discord – dzięki zainstalowaniu tego źródła mogłem zacząć korzystać z Mate’a 40 Pro również w pracy. Naprawdę nieźle sprawdza się również zainstalowana w Mate 40 Pro wyszukiwarka Petal, która podpowiada, skąd pobrać brakujące w systemie aplikacje – jak nie możemy czegoś znaleźć w wymienionych sklepach, warto wstukać odpowiednie zapytanie właśnie tam. W ten sposób znalazłem brakującego mi do kompletu używanych na co dzień komunikatorów Slacka.


Jak burza

Konkludując kwestie związane z oprogramowaniem telefonu, mogę powiedzieć, że choć oficjalny sklep Huawei dalej cierpi na duże w niektórych obszarach braki, to AppGallery przez minione niecałe dwa lata rozwinął się wręcz niesamowicie – i to widać na każdym kroku. Po raz pierwszy próbowałem korzystać z usług producenta w tym zakresie niedługo po premierze telefonu Honor View 20, czyli niemal dwa lata temu, kiedy telefony Huawei miały jeszcze dostęp do ekosystemu Google’a. Wówczas braki w firmowym sklepie były jednak dużo większe. Porównując tamten okres z tym, co jest dzisiaj, można się przekonać, że to po prostu dwie różne epoki. Rzecz jasna braki dalej są, a to, jak dotkliwe się okażą, ostatecznie zależy od użytkownika i jego preferencji. Nie da się więc jednoznacznie i z pełnym przekonaniem powiedzieć: „tak, na pewno wszystko będzie działać i bez dostępu do Google Play każdy z telefonem Mate 40 Pro się odnajdzie”.

Huawei Mate 40 Pro

Huawei jednak jest na najlepszej drodze, by tak właśnie się stało – producent nadrabia zaległości w tempie iście ekspresowym, a przy odrobinie samozaparcia Mate’a 40 Pro już teraz można skonfigurować w ten sposób, że brak usług Google’a nie będzie tak uciążliwy, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jestem tym faktem szczerze i pozytywnie zaskoczony – i to nawet pomimo faktu, że ubytków, na które natrafiłem przez trzy tygodnie korzystania z nowego flagowca w pełni zrekompensować mi się nie udało.

Brakło tak naprawdę niewiele: w moim przypadku nie udało się przez brak aplikacji bankowej i płatności zbliżeniowych Google’a. Przyznaję też niejako ze wstydem, że nie pogardziłbym również możliwością pogrania w wymienione wcześniej, ulubione tytuły, bez których – jak się okazuje – przesiadywanie w komnatach, gdzie król piechotą chadza, jest nieco bardziej smutne. W kilku przypadkach podczas korzystania z Mate’a 40 musiałem pójść na kompromis, w kilku innych – skorzystać nie z AppGallery, a z konkurencyjnych sklepów z aplikacjami. Koniec końców nowy sprzęt Huawei stał się narzędziem, które używałem niemal jak każdy inny telefon z usługami Google’a. Równocześnie jednak nie mogę zignorować faktu, że wymagało to trochę więcej samozaparcia niż w przypadku standardowego smartfona. Trzeba było szukać, dociekać, czasem kombinować – podejrzewam, że nie każdy typowy użytkownik będzie na to gotowy.

Każdorazowo czyniłem to jednak z niekłamaną przyjemnością: Mate 40 Pro jest na ten moment – patrząc już ściśle pod względem sprzętowym – zdecydowanie najlepszym telefonem, jaki miałem w rękach w tym roku. Codzienne obcowanie z ekranem to czysta przyjemność, aparat z kolei pozostawia w tyle wszystko, z czym miałem do czynienia wcześniej. Słowem: klasa – i to światowa. Tym bardziej więc szkoda, że Huawei musi w dalszym ciągu liczyć się z uciskami ze strony Wuja Sama.

Huawei Mate 40 Pro

Parametry
System: Android 10 + EMUI 11
Procesor: Kirin 9000 (1 x 3,13 GHz + 3 x 2,54 GHz Cortex A77 + 4 x 2,05 GHz Cortex A55)
Grafika: Mali-G78
Ekran: OLED, 6,76”, 2772x1344, 90 Hz, 456 ppi, próbkowanie dotyku 240 Hz
Pamięć: 8 GB RAM, 256 GB flash + czytnik kart NanoSD (do 256 GB)
SIM: nano-SIM + e-SIM, hybrydowy, standby
Komunikacja: 5G, Wi-Fi ax, Bluetooth 5.2, NFC
Akumulator: 4400 mAh, niewymienny, ładowanie przewodowe 66 W, bezprzewodowe 50 W
Aparat: tylny 50 Mpix Ultra Vision, 20 Mpix ultraszerokokątny, 12 Mpix tele, przedni 13 Mpix Ultra Vision
Czujniki: podczerwieni, grawitacyjny, barometr, żyroskop, kompas, oświetlenia, zbliżeniowy, gestów, rozpoznawanie twarzy 3D, laserowy, temperatury barwowej, czytnik linii papilarnych w ekranie, GPS, AGPS, GLONASS, BeiDou, Galileo, QZSS, NavIC
Inne: gniazdo USB-C, zgodność z IP68, głośniki stereo
Wymiary: 162,9x75,5x9,1 mm
Waga: 212 g

Cena: 5400 zł
Do testu dostarczył: Huawei, consumer.huawei.com


Grzegorz Karaś
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto