A A A

Huawei Mate X Pro – test niewielkiego ultrabooka

15 kwietnia 2021, 12:00
Zeszłoroczny Mate X Pro był komputerem, który przypadł mi do gustu ze względu na nienaganną i kompaktową formę, jak również świetne możliwości w codziennej pracy. Tym bardziej więc cieszy, że Huawei postanowił nie wymyślać koła na nowo, a skupił się na poprawkach tam, gdzie były one wskazane.
Huawei Mate X Pro – test niewielkiego ultrabooka

Ewolucja ziomka

Zauważcie, że nie napisałem – „potrzebne”. Tak naprawdę bowiem zeszłoroczny model Mate’a wciąż zalicza się do ultrabooków z najwyższej półki: laptopy tej klasy nie starzeją się tak szybko, jak sprzęty gamingowe i moim zdaniem właściciele sprzętu, który miał premierę w maju 2020 roku – jeśli tylko nie nastąpiła nagła potrzeba wymiany wynikająca np. z zalania kawą lub choćby rozdeptania przez dzikie zwierzę w ZOO – mogą spokojnie zostać przy swoim poprzednim modelu. Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że nowy Mate X Pro należy do klasy premium i uwodzi poręcznością, wyglądem oraz niezłą wydajnością.

Obudowa ze stopu aluminium wygląda świetnie: jest smukła, lekka, ale równocześnie nie pozostawia pola do krytyki w kwestii jej sztywności. Laptop wygląda schludnie i daje poczucie obcowania z uporządkowaną i pozbawioną zbędnych elementów formą. Po otworzeniu pokrywy ekranowej widzimy gładzik, klawiaturę, wyróżniający się, bo okrągły przyciski zasilania ze zintegrowanym czytnikiem linii papilarnych, a także ledwie zarysowane kratownice głośników stereo. Całość zaś utrzymana została w nienarzucającej się stylistyce.

Wspomniany minimalizm wynika poniekąd z kompaktowej formy, co niestety przekłada się na niewielką liczbę portów. Mamy ich bowiem… trzy. Dwa USB typu C, które równocześnie biorą na siebie funkcje gniazd wideo i zasilania, a także jeden dodatkowy port USB-A 3.2 ulokowany z lewej strony niedaleko zawiasu. Mało – tym bardziej, że nie uświadczymy tu nawet czytnika kart SD. W przypadku, gdybyśmy chcieli „zakotwiczyć” sprzęt przy biurku i popracować w bardziej stacjonarny sposób, nie obejdzie się bez koncentratora USB-C.

Huawei Mate X Pro

Dobry dotyk

Huawei już zdążył nas przyzwyczaić do tego, że kamerkę chowa nie w ekranie, a między przyciskami funkcyjnymi klawiatury – wystarczy rzeczone urządzenie nacisnąć, by się wysunęło. To na pewno ciekawy pomysł ze względu na prywatność. Niestety, wadą takiego umiejscowienia jest niekorzystny kąt, z którego nasza fizjonomia jest pokazywana. Cóż, trzeba się nauczyć z tym żyć i pogodzić się z faktem, że nasi rozmówcy – co jest istotne szczególnie w czasach izolacji i w przypadku kontaktów biznesowych, a do tego Mate X Pro będzie przecież często wykorzystywany – będą podziwiać nas od dołu, parząc przede wszystkim na podbródek. Zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się tradycyjna kamerka. Tyle że dzięki przeniesieniu jej na klawiaturę zyskaliśmy mniejszą obudowę.

Wyświetlacz LTPS (mówiąc w dużym uproszczeniu: oparty na krzemie krystalicznym, mniej energożerny, ale droższy w produkcji odpowiednik matryc IPS) został tu zamknięty w ramkach, które są bardzo cienkie. Tym samym więc oszczędzamy na wymiarach fizycznych komputera. W stosunku do poprzedniego modelu nie zmieniło się jednak właściwie nic – i to zarówno w kwestii gabarytów, jak również jeśli chodzi o sam ekran. Znów mamy zatem okazale prezentujący się wyświetlacz w formacie 3:2 i rozdzielczości 3000x2000 o przekątnej 13,9 cala, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na poziomie 260 PPI. Innymi słowy: pikseli nie widać, całość zaś dzięki warstwie dotykowej nie tylko dobrze się prezentuje, ale i pozwala popracować zapominając o gładziku.


Wydajność

Największą zmianą w stosunku do zeszłorocznego modelu jest nowy procesor. Intel Core i7-1165G7 jest układem czterordzeniowym i ośmiowątkowym, który potrafi rozpędzić się w trybie Turbo do 4,7 GHz. W wydajności pojedynczego rdzenia wspomniany Tiger Lake wypada wyśmienicie, nokautując poprzednią generację, jak również konkurencyjne układy z Ryzenem 7 4800U na czele. Gorzej jest, jeśli chodzi o wydajność wielordzeniową – tutaj procesory konkurencji ze względu na korzystniejszą budowę (4800U ma aż 8 rdzeni i 16 wątków!) wysuwają się na prowadzenie. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z wydajnym kawałkiem mobilnego krzemu.

W odróżnieniu od poprzedniej generacji, gdzie mieliśmy GeForce’a MX250, tym razem producent zdecydował się na zastosowanie zintegrowanego GPU Iris Xe. Wbrew pozorom, nie jest to nieprzemyślany krok: nowe „integry” Intela są wystarczająco wydajne, by przejąć na swe barki obliczenia związane z okazjonalnym graniem czy renderowaniem, a przy tym pozwalają ograniczyć pobór mocy. Można też pograć – co prawda natywna rozdzielczość nadwyręża siły laptopa i nada się do mniej wymagających tytułów, ale po zmniejszeniu rozdzielczości do okolic Full HD możliwości sprzętu rosną i pozwala on pograć bez stresu na średnich detalach wyświetlanej grafiki np. w CS:GO.

Cinebench R20: 482/1678
GeekBench 5: 1562/5319
3D Mark Fire Strike: 3939
3D Mark Time Spy: 1483
CS:GO (średnie detale, filtrowanie i wygładzanie x4, rozdzielczość natywna): 37 kl./s
CS:GO (średnie detale, filtrowanie i wygładzanie x4, rozdzielczość Full HD): 86 kl./s
World of Tanks EnCore (średnie detale, rozdzielczość natywna): 31 kl./s
World of Tanks EnCore (średnie detale, rozdzielczość Full HD): 60 kl./s

Akumulator wypada nieźle – oczywiście jak na takie maleństwo. Sprzęt z dala od gniazdka w trybie oszczędzania energii będzie działać w zasadzie cały dzień. Filmy będziemy oglądać przez ok. 10 dziesięć godzin, z kolei w trybie maksymalnej wydajności laptop rozładuje się w ok. 2,5 h.

Bateria
Tryb maksymalnego oszczędzania energii: 12:57 h
Filmy (50% jasności): 10:45 h
Maksymalna wydajność (50% jasności): 2:35 h

Huawei Mate X Pro

Podsumowanie

To świetny ultrabook, choć ma swoje ograniczenia – te jednak wynikają przede wszystkim z niewielkich gabarytów, nie z błędnych decyzji producenta. Na upartego można przyczepić się do wynikającego z położenia kamerki kąta, z jakim rejestruje ona obraz, jak również – już bardziej się upierając – do niewielkiego zakresu zmian w stosunku do poprzednika. Nie zmienia to jednak faktu, że znów dostaliśmy porządnego laptopa. Tyle że drogiego – no ale trudno spodziewać się czegoś innego po segmencie premium.

 

Huawei Mate X Pro

Cena

ok. 8500 zł

Do testu dostarczył

Huawei, consumer.huawei.com

Dane techniczne

Procesor: Intel Core i7-1165G7, 4 rdzenie, 8 wątków, do 4,7 GHz w trybie Turbo • Grafika: Intel Iris XE • Ekran: LTPS, 13,9 cala, 3000 x 2000, matowy, dotykowy • Pamięć: 16 GB RAM, SSD Toshiba XG6 1 TB NVMe • Łączność: 2 x USB 3.1 gen 1, 2 x USB-C 40 Gbps (w tym ładowanie i wideo), USB 3.2, WiFi ax (2x2), Bluetooth 5.1, mini-jack 2 w 1 • Napęd optyczny: brak • Akumulator: 56 Wh, niewymienna • Inne: kamerka 720p ukryta w klawiaturze, czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania, poczwórne głośniki stereo, ładowarka 65 W USB-C • Wymiary: 304 x 217 x 14,5 mm • Waga: 1,33 kg

Plusy

Minusy

Świetny ekran • poręczna forma • zgrabny, elegancki wygląd • wysoka wydajność • niezła żywotność baterii • dobra kultura pracy

Kamerka w klawiaturze to pomysł może wygodny, ale dyskusyjny jeśli chodzi o kąt filmowania użytkownika • cena • na upartego: nie licząc CPU, brak większych zmian w stosunku do poprzednika

 


Grzegorz Karaś
Ocena:
Oceń:
Komentarze (0)

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wyświetlane są od najnowszych.
Najnowsze aktualności




Załóż konto
Co daje konto w serwisie pcformat.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Załóż konto